Archiwa tagu: WWO Wilk

Polska koncepcja kołowej brygady średniej z 2001 roku

W 2001 r. w Szefostwie Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych Wojsk Lądowych opracowano koncepcję brygady piechoty zmotoryzowanej (nazywanej „brygadą lekką”), wyposażonej jednolicie w kołowe transportery opancerzone (KTO) w różnych wersjach.  Struktura i wyposażenie brygady były inspirowane rozwiązaniami amerykańskimi wprowadzonymi w US Army w brygadach SBCT (Stryker Brigade Combat Team).

Polska brygada miała być samodzielnym, autonomicznym oddziałem (w praktyce związkiem taktycznym), składającym się z trzech batalionów  bojowych, samodzielnych w możliwościach ogniowych i logistycznych, tj. nie wymagających sił wzmocnienia i wsparcia bojowego. Każdy batalion powinien być zdolny do walki z przeciwnikiem w każdych warunkach terenowych i pogodowych, o każdej porze doby.  Brygada powinna mieć taką organizację, aby móc działać całością sił lub poszczególnymi grupami batalionowymi.

Mobilność brygady powinna być rozumiana dwojako, jako mobilność taktyczna (zdolność do szybkiego przemieszczenia własnymi środkami transportowymi w ramach teatru operacji) i jako mobilność operacyjna (zdolność do szybkiego przerzutu środkami transportowymi na odległy teatr operacji). Wymagano zdolności do natychmiastowego podjęcia działań co najmniej jednym batalionem po wykonaniu przemieszczenia (przerzutu).

Brygada miała składać się z batalionu dowodzenia, trzech batalionów bojowych, dywizjonu artylerii, dywizjonu przeciwlotniczego, kompanii rozpoznawczej, kompanii saperów, kompanii przeciwchemicznej i batalionu logistycznego.

brygada_zmotoryzowana_kto_rosomak_1Struktura brygady „lekkiej” (wariant).

W składzie batalionu dowodzenia miały znaleźć się kompania łączności, kompania regulacji ruchu i kompania zabezpieczenia, w tym zabezpieczenia manewru, wszystkie z elementami wydzielanymi w przypadku samodzielnych działań poszczególnych batalionów.

Batalion brygady lekkiej powinien składać się z kompanii dowodzenia, trzech kompanii bojowych, kompanii wsparcia i kompanii logistycznej. Struktura kompanii piechoty miała być w praktyce powtórzeniem struktury batalionu – drużyna dowodzenia, trzy plutony piechoty i pluton wsparcia. Kompania piechoty miała być pododdziałem zdolnym do działań samodzielnych, autonomicznym pod względem dowodzenia, rozpoznania i prowadzenia ognia na dystansie 2000-3000 m, zdolnym do pokonywania zapór minowych typu lekkiego, w tym powierzchniowych pól minowych. Pluton piechoty, analogicznie jak kompania, powinien być przygotowany do samodzielnych działań i wsparcia ogniem drużyn na dystansie do 1200-1500 m. W skład plutonu powinny wejść trzy drużyny piechoty oraz drużyna wsparcia z moździerzem lub granatnikiem samoczynnym. Drużyna piechoty jako pododdział do wykonywania zadań ogniowo-manewrowych, powinna składać się z dwóch sekcji (ogniowej i manewrowej).

Kompania wsparcia batalionu powinna zapewnić wsparcie ogniowe walczącym kompaniom i powinna składać się z dwóch plutonów moździerzy, plutonu wsparcia i pluton przeciwpancernego.

brygada_zmotoryzowana_kto_rosomak_2

Struktura batalionu brygady (wariant).

Podstawowe wsparcie ogniowe batalionom bojowym powinien zapewniać brygadowy dywizjon artylerii  z trzema autonomicznymi ogniowo bateriami, uzbrojony w lekkie samobieżne haubice polowe. Dywizjon przeciwlotniczy powinien składać się z trzech baterii przeciwlotniczych z mobilnymi zestawami rakietowo-artyleryjskimi.

Kompania rozpoznawcza brygady powinna dysponować trzema lub czterema plutonami z bojowymi wozami rozpoznawczymi wyposażonymi i uzbrojonymi tak, aby mogły podjąć skuteczna walkę z pojazdami opancerzonymi przeciwnika. Trzy lub cztery plutony powinna mieć również kompania saperów z mobilnymi środkami do minowania, a także rozminowania i inżynieryjnego przygotowania terenu. Kompania przeciwchemiczna brygady powinna być zdolna do rozpoznania i likwidacji skażeń przez przeciwnika używającego różnych środków chemicznych i biologicznych.

Batalion logistyczny brygady miał składać się z trzech kompanii – zaopatrzenia, remontowej i medycznej – wyposażonych w odpowiednie środki i sprzęt.

W koncepcji z 2001 r. założono posiadania funkcjonowanie w polskich Wojskach Lądowych trzech samodzielnych brygad tego typu „o potencjale zbliżonym do brygad sojuszników”.

Copyright © Redakcja Militarium/Rys. MON

Polski batalion zmotoryzowany – (r)ewolucja

Druga część analizy na temat kierunku rozwoju brygad zmotoryzowanych, dotyczy głównie batalionu zmotoryzowanego i jego pododdziałów, bowiem docelowa struktura organizacyjna zawsze powinna być spójna na każdym poziomie i uwzględniać rozwiązania zastosowane na innych szczeblach organizacji.

Organizacja batalionu wynika z obecnych struktur i możliwości ich zmiany, poczyniono także kilka założeń, opisanych w artykule o strukturze brygady „średniej”. Są nimi, po pierwsze, zmniejszenie liczby BWP Rosomak z wieżą Hitfist-30P w batalionie do 44 – na korzyść wzmocnienia elementu rozpoznawczego brygady – oraz ograniczenie ilości BWP z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi do wozów z planowanymi zdalnie sterowanymi modułami wieżowymi ZSSW-30.

Drużyna i pluton zmotoryzowany

 

Schemat przedstawia aktualną strukturę plutonu piechoty zmotoryzowanej. Jak widać drużyny, jak i w zasadzie cały pluton, rozczłonkowane są na 2-3 osobowe sekcje – załogi wozów bojowych oraz obsługi broni zespołowych – karabinów maszynowych, granatników przeciwpancernych, moździerza i granatnika automatycznego.

W gruncie rzeczy obecny pluton piechoty zmotoryzowanej niewiele się różni od plutonu zmechanizowanego na BWP-1 z końca lat 80. Jedyne zmiany to trzyosobowa stała załoga Rosomaka zamiast dwuosobowej oraz czwarty wóz, który został zagospodarowany jako pojazd dla obsługi moździerza kalibru 60 mm i granatnika automatycznego kalibru 40 mm, oba wzory broni nie były wówczas używane.

Wydaje się, że równie dobrze można było pozostawić stare 3-wozowe plutony, a z „czwartych” Rosomaków, przewożących sekcje wsparcia, utworzyć pluton wsparcia. Uniknięto by szeregu niedogodności.

Pierwsza z nich to fakt, że obecnie owa drużyna wsparcia jest bardziej „kulą u nogi”, niż faktycznym wzmocnieniem plutonu. Uzbrojona w ciężką broń zespołową, transportowaną przez żołnierzy własnymi siłami (LM-60D o masie 20 kg, granatnik Mk 19 o masie 33 kg – z amunicją jest to odpowiednio ponad 30 kg i ponad 40 kg), jest niezdolna do prowadzenia ognia w ruchu, a więc wsparcia plutonu w działaniach manewrowych. W praktyce może być wykorzystana tylko w obronie, ale to też nie jest najszczęśliwsze wyjście. Przykładem jest cięższy i mniej poręczny od moździerza granatnik automatyczny – drugi moździerz LM-60D w obronie spisałby się lepiej (większy zasięg, 60-mm pocisk o większej sile rażenia, możliwość prowadzenia ognia pośredniego).

Nie wiadomo jaka myśl przyświecała pomysłodawcy wyposażenia plutonu w granatnik automatyczny. Chęć wzmocnienia potencjału ofensywnego? Wydaje się, że wojskowi stworzyli sobie problem, który oficjalnie teraz dopiero ma zostać załatwiony. Kilka lat temu, w 2009 roku, prowadzony był eksperyment mający na celu rozwiązanie problemów strukturalno-organizacyjnych w plutonach motoryzowanych. Co z tego, skoro wyniki doświadczeń nie zostały wykorzystane w praktyce.

Rosomak-M3 Afganistan

Na zdjęciu Rosomak-M3 z obrotnicą OSS-D. Podczas misji w Afganistanie, problem nieporęcznego granatnika rozwiązano, wymieniając BWP na transporter z opancerzoną obrotnicą, która umożliwia montaż wielu wzorów uzbrojenia – karabinów maszynowych UKM/PKM, WKM-B/NSW lub właśnie granatnika Mk 19.

Podobne rozwiązanie proponowano przyjąć na stałe – jeden wóz w plutonie miał być transporterem, a dodatkowa przestrzeń miała być wykorzystana jako przestrzeń ładunkowa. Jeżeli przeciwnik nie dysponuje pododdziałami pancerno-zmechanizowanymi, taki układ ma sens. Ale czy warto naciągać podatnika na wydatek rzędu kilku mln zł, tylko po to by mieć wóz z którego można strzelać z granatnika automatycznego i wozić lekki moździerz?

Czemu służy wywód na temat niefortunnego granatnika? Bo to przykład na jedną z przywar wojska i MON – niemoc decyzyjną. Ktoś wpadł na kuriozalny pomysł, potem wiele sił i czasu poświęca się, by ten problem rozwiązać. Rodzą się dziwne pomysły, podczas gdy można prościej i taniej. Wydaje się, że czasem trzeba się z czegoś wycofać – tak jak z „unikalnego” pomysłu wprowadzenia granatnika Mk19 do plutonu.

Inne rozwiązania organizacyjne są logiczną konsekwencją sprzętu jaki jest używany. Karabin maszynowy UKM-2000P (wz. 2000P) potrzebuje dwuosobowej obsługi, podobnie jak granatnik przeciwpancerny RPG-7. Tutaj bez wymiany sprzętu nie ma co myśleć o jakiś zmianach. A owe zmiany nadchodzą. Jeszcze w tym roku do wytypowanych jednostek trafi partia 5,56-mm karabinków automatycznych MSBS z Fabryki Broni Radom. Docelowo w skład rodziny polskiej broni strzeleckiej tego kalibru wchodzić mają karabinek, karabinek-granatnik, samopowtarzalny karabinek wyborowy, oraz lekki karabinek maszynowy, zasilany z magazynków.

Poza tym Inspektorat Uzbrojenia MON prowadzi dialog techniczny dotyczący jednorazowych granatników przeciwpancernych. W 2015 roku wszczęto analogiczną procedurą dotyczącą samopowtarzalnych karabinów wyborowych kalibru 7,62 mm. Postępowania są na wstępnych etapach, ale jednak takie działania stanowią preludium do zakupów. Wszak polskiemu „tytanowemu” żołnierzowi najbardziej potrzebna jest broń na miarę XXI wieku.

HMMWV z M-98 Afganistan

Na obrotnicy HMMWV można zamontować granatnik automatyczny. A LM-60D nie trzeba ciągnąć za sobą – zmieści się w bagażniku. Na zdjęciu moździerz średni M-98 holowany przez HMMWV.

Nieoficjalnie wiadomo też, że FB Łucznik-Radom może opracować karabinek maszynowym zasilanym z taśmy. Byłoby to kolejne podejście do tematu polskiej lekkiej broni maszynowej drużyny – ponad dekadę temu opracowano kbkm wz. 2003S/D, jednak broń nie wzbudziła zainteresowania. W 2007 roku, na mocy porozumienia z izraelską firmą IWI w ofercie FB pojawił się karabinek maszynowy Negev. Wydaje się jednak pożądane, aby w rękach polskich żołnierzy było jak najwięcej broni krajowej konstrukcji.

Między innymi takie, opisane powyżej, działania mogą doprowadzić do sytuacji, iż niedługo wojsko będzie dysponowało całkiem pokaźnymi możliwościami doboru odpowiedniej broni strzeleckiej, często krajowej produkcji. Pytanie czy decydenci będą potrafili wykorzystać dobrodziejstwo różnorodności – odrywając się od utartych schematów i cudzych założeń? Wszelkie rozwiązania winny być opracowane w ścisłej współpracy zarówno gremiów decyzyjnych, których spojrzenie powinno być szerokie, uwzględniające np. koszty, jak i żołnierzy – praktyków, którzy na poligonach powinni przetestować każdy możliwy wariant. Koncepcje tworzone ”zza biurka” kończą się właśnie jak wspominana drużyny wsparcia, w teorii wszystko działa, w polu – niekoniecznie.

Propozycja zmian

Zastrzegamy, że podstawą wypracowania decyzji odnośnie zmian w strukturze i uzbrojeniu pododdziałów najniższych szczebli w ramach brygady na Rosomakach powinny być wszechstronne testy. Należy jednak pamiętać, że drużyna piechoty to nie tylko żołnierze desantu. To także wozy bojowe, których możliwości można poszerzyć lub nie. Najbardziej oczywistą możliwością jest integracja wozów z ppk, wydatnie zwiększająca możliwości przeciwpancerne.

W pierwszej części artykułu została poczyniona dygresja, na temat możliwości niskonakładowego, wyposażenia każdego z planowanych ośmiu batalionów zmotoryzowanych, w 26 wozów z wieżami bezzałogowymi zintegrowanymi z ppk. Liczba ta umożliwia wyposażenie każdego plutonu w dwa Rosomaki z ZSSW-30, co pozytywnie wpłynie na ogólne możliwości ogniowe plutonu i nie jest bez znaczenia dla ostatecznej struktury piechoty.

6 czy 8 foteli?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta – jak najwięcej. Bowiem im więcej foteli, tym liczniejsza jest drużyna. A truizmem będzie stwierdzenie „większy może więcej”. Jednak podczas działań na misjach, żołnierze narzekali na ciasnotę w Rosomakach. Nowy model foteli antyudarowych oraz dodatkowe, nieprzewidziane wyposażenie sprawiały, że w wozach mieściło się 6, nierzadko 5 żołnierzy desantu. Przyczyną takiego stanu było jednoczesne wykorzystanie pojazdu jako środka transportu, jak i namiastki pojazdu logistycznego. Specyfika zadań „okupacyjnych” na rozległych terenach, o słabo rozwiniętej infrastrukturze, wymagała samodzielnego zabezpieczenia przez patrol nieraz podstawowych środków, jak np. woda. Takimi zadaniami standardowo zajmuje się logistyka, której struktury należy wzmocnić. Z drugiej strony, niezaprzeczalnym faktem jest, że żołnierze mają na sobie coraz więcej wyposażenia, toteż skłaniamy się ku propozycji zmniejszenia liczby foteli do 7. Miejsce po ósmym fotelu zostałoby wykorzystane na wyposażenie drużyny.

Z tych siedmiu foteli korzystałaby 6-osobowa sekcja desantu. Jej skład uzależniony byłby od tego, którym wozem się poruszają.

Drużyna z wozu z wieżą załogową Hitfist-30P dysponowałby lekką wyrzutnią ppk, obsługiwaną przez dwóch żołnierzy. I to by była jedyna broń zespołowa w drużynie. W miejsce obsługi karabinu maszynowego UKM-2000P lub PKM pojawiłoby się dwóch strzelców z kbkm zasilanymi z taśm. Drużynę uzupełniałby dowódca, oraz strzelec wyborowy, wyposażony w samopowtarzalny karabin wyborowy kalibru 7,62 mm.

W przypadku wozu z wieżą bezzałogową drużyna składałaby się z dowódcy, dwóch strzelców, mogących pobierać z wozu jednorazowe granatniki przeciwpancerne, grenadiera, czyli żołnierza wyposażonego w granatnik rewolwerowy (np. polski RGP-40) oraz subkarabinek i dwóch strzelców wyposażonych w karabinki maszynowe. Prócz tego w pojeździe mogłaby znajdować się ponadetatowa broń, np. karabin maszynowy UKM-2000, dysponowana w zależności od potrzeby.

Pozostałe dwa z czterech miejsc zajmowaliby dowódca plutonu i radiooperator, dwa ostatnie fotele byłyby puste – przewidziane na np. przydzielonego ratownika medycznego, obserwatora artyleryjskiego, albo oficera naprowadzania lotnictwa JTAC.

Pluton zmotoryzowany 2

Schemat plutonu dzielącego się na dwa identyczne „półplutony”. Rosomak z ppk i bez pocisków Spike-LR tworzą wzajemnie ubezpieczającą się parę. Dwie sekcie desantu formują dużą, 12-osobową „drużynę”, która byłaby zdolna do wykonywania samodzielnie zadań – nawet w oderwaniu od wozów.

Pozostaje jeszcze kwestia zwierzchności. Część praktyków postuluje aby to dowódca wozu był dowódcą całej drużyny, jako, że posiada lepszą orientacje w sytuacji, gdy desant jest w wozie. Jest to prawda, ale tylko częściowa. Podstawową formą walki jest walka ze spieszoną drużyną, a wówczas, ciężko dowódcy wozu jednocześnie kontrolować poczynania załogi jak i śledzić działania desantu, stąd coraz częściej nie praktykuje się takiego rozwiązania.

Kompania zmotoryzowana – przykład

W skład kompanii wchodziłby, oprócz trzech plutonów piechoty zmotoryzowanej, o omówionej organizacji, czwarty pluton wsparcia oraz drużyna dowodzenia i pluton logistyczny.

Pluton ten składałby się z moździerzy, wszak plutony są ich pozbawione. Jednak zamiast wyposażyć pluton w lekkie moździerze – o ograniczonej sile ognia i relatywnie krótkim zasięgu, można wykorzystać moździerze M-98. W wielu armiach, np. południowokoreańskiej, na szczeblu kompanii występują moździerze kalibru 81 lub 82 mm. Wojsko Polskie obecnie takich moździerzy nie posiada, choć w pierwszej połowie lat 90. Huta Stalowa Wola prezentowała moździerz M-81 tego pierwszego kalibru. Wydaje się jednak nieuzasadniona inwestycja w nowe środki, skoro niedługo do batalionów zawitają Raki, które wyprą tradycyjne holowane moździerze z batalionowych kompanii wsparcia. W przypadku moździerzy M-98 kalibru 98 mm mowa o broni relatywnie młodej, do której wciąż jest kupowana i doskonalona amunicja. Nierozsądnym byłoby porzucenie efektu pracy. Dwa lub trzy takie moździerze mogłyby stanowić wsparcie dla całej kompanii. By móc je efektywnie wykorzystać, a także, by poprawić współpracę między pododdziałami, a brygadowym dywizjonem artylerii samobieżnej, w plutonie znajdowałaby się sekcja wysuniętych obserwatorów artyleryjskich, z wozem rozpoznania artyleryjskiego (WRA) oraz sekcja strzelców wyborowych.

Wspomniany pluton logistyczny powinien posiadać wzmocnioną drużynę logistyczną oraz drużynę ewakuacji z kołowym wozem zabezpieczenia technicznego (KWZT).

Batalion zmotoryzowany – przykład

Batalion zmotoryzowany, po postulowanych zmianach, miałby następującą strukturę:

1. Kompania dowodzenia, w składzie: pluton dowodzenia, pluton rozpoznawczy,  drużyna strzelców, wyborowych, pluton ochrony i regulacji ruchu.

2. Trzy kompanie piechoty zmotoryzowanej.

3. Kompania wsparcia, w składzie: pluton moździerzy samobieżnych (8 SMK-120 RAK), pluton przeciwpancerny (3 x BWP z ZSSW-30, w każdym 2 obsługi przenośnych ppk Spike-LR).

4. Pluton saperów, w składzie: dwie drużyny przeprawowe (1 x most MS-20 Daglezja-S), drużyna minowania (2 x pojazd minowania narzutowego PMN Baobab-K), drużyna maszyn ziemnych (2 x maszyna do robót ziemnych).

5. Kompania logistyczna, w składzie: pluton remontowy, pluton ewakuacyjny, pluton zaopatrzenia,

6. Grupa zabezpieczenia medycznego (4 x Rosomak-WEM).

Wóz wsparcia bezpośredniego?

Dyskusja na temat wyposażenia KTO w system wieżowy z armatą dużego kalibru trwa od dobrych kilku lat. Na polskim rynku szczególnie mocno rozreklamowany jest jeden produkt. O możliwościach proponowanego wozu można dowiedzieć się w artykule dotyczącym możliwości WWO Wilk.

Szwedzkie AMV 8x8 - wersje

Szwedzkie transportery opancerzone AMV – widoczne aranżacje wnętrz pojazdów. Mimo sporych rozmiarów wozów, nawet większych niż Rosomaki, bowiem pojazdy mają kadłuby w wersji wydłużonej AMV 8x8L, widać, że zwiększona ilość wyposażenia ogranicza zasoby wolnego miejsca w transporterach.

Sama idea uzupełnienia potencjału wozami uzbrojonymi w armaty nie jest zła. Należy mieć jednak świadomość, że głównym zadaniem tego pojazdu jest wsparcie Rosomaków w zwalczaniu pojazdów opancerzonych i punktów oporu. W obu tych przypadkach WWO potrzebuje skutecznego oręża. Stąd postuluje się wyposażenie takiego pojazdu w wysokociśnieniowe armaty kalibru 120 mm, z amunicją podkalibrową o wysokiej przebijalności oraz wielozadaniową o relatywnie dużym ładunku wybuchowym. Instalacja takiego uzbrojenia wymagałoby głębokiej przebudowy Rosomaka, a być może nawet budowy dedykowanego nośnika. Czy potencjalna potrzeba określana na kilkadziesiąt wozów jest wystarczającą przesłanką do zakupu takich pojazdów, zapewne znacznie droższych od „klasycznych” Rosomaków?

Zakończenie

Powyższe propozycje wymagają przetestowania. W przypadku drużyn, plutonów i kompanii sytuacja jest dość prosta, gdyż zawczasu można (a nawet trzeba) przećwiczyć różne warianty organizacyjne na pasach taktycznych. Sprawa komplikuje jeśli chodzi o struktury batalionu i wyższe, tutaj trudno o radykalne zmiany. W każdym wypadku wszelkie rozwiązania powinny być wypracowane na drodze współpracy między praktykami, a resortowymi decydentami. Bazą powinny być wyniki eksperymentów, a nie symulacje oparte o sztucznie założone wskaźniki.

Copyright © Redakcja Militarium/Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej/Rys. Militarium

Polska brygada piechoty zmotoryzowanej – (r)ewolucja

Pomimo, że od rozstrzygnięcia przetargu na kołowe transportery opancerzone (KTO), w którym zwyciężył pojazd AMV, minęło już ponad 10 lat, Wojsko Polskie cały czas stoi przed wyzwaniem odpowiedzi na zasadnicze pytania na temat docelowego kształtu przezbrajanych w Rosomaki jednostek oraz ich zadań w ramach wojsk lądowych.

Zmarnowana dekada

Ubiegła dekada była dla wojska czasem wzmożonej aktywności na międzynarodowych misjach, m.in. w Iraku i Afganistanie. W związku z tym, uwaga wojskowych decydentów zwrócona była na bieżących problemach związanych z organizacją i funkcjonowaniem dużych kontyngentów wystawianych przez Wojsko Polskie. Skupiając się na dostarczeniu i dostosowaniu do potrzeb kontyngentów wojskowych jak największej liczby pojazdów, wojskowi postawili często na doraźne rozwiązania, żeby nie powiedzieć improwizacje – czego przykładem są chociażby pojazdy wyposażone w obrotnice OSS, wykorzystywane przez PKW w Afganistanie i Czadzie. Trudności w realizacji bieżących zadań niejako wymusiły przełożenie w czasie wykorzystanie wniosków z prac analitycznych i zdecydowane działania w zakresie rozwoju koncepcji wykorzystania pododdziałów zmotoryzowanych i ich wyposażenia.

Rosomak Hitfist-30P

Rosomak – podstawowy wóz bojowy polskich batalionów zmotoryzowanych. Program wyposażenia jednostek „średnich” w kołowe transportery opancerzone w różnych wersjach trwa już ponad 10 lat.

W ten sposób dziś wojsko dysponuje wyłącznie częścią z planowanych od początku programu wozów, których warianty ograniczają się do bojowego wozu piechoty (BWP) z wieżą Hitfist-30P i wozów ewakuacji medycznej Rosomak-WEM. Do tej grupy można także zaliczyć wozy nauki jazdy Rosomak-NJ. Pozostałe warianty, tj. nieuzbrojone transportery obsług przenośnych wyrzutni ppk Spike-LR, oznaczone Rosomak-S, tzw. „Spajkobusy”, transportery opancerzone (TO) z obrotnicami (w dwóch wariantach) Rosomak-M2 i Rosomak-M3 oraz pojazdy Wielosensorowego Systemu Rozpoznania i Dozorowania Rosomak-WSRiD, są pokłosiem decyzji doraźnych. Powstał również prototyp wozu rozpoznania technicznego Rosomak-WRT i wozu dowodzenia kompanii wsparcia, wyposażonej w samobieżne moździerze SMK-120 Rak, również na podwoziu Rosomaka. Pozostałe transportery specjalistyczne, w tym rozpoznawcze, inżynieryjne, techniczne, dowodzenia szczebla taktycznego, dowodzenia środkami obrony przeciwlotniczej, rozpoznania skażeń, są na różnych etapach prac analityczno-koncepcyjnych i projektowych, co powoduje, że nie powstaną szybko.

Doprowadza to do smutnej konkluzji, że obie przezbrajane w pierwszej kolejności brygady zmechanizowane mają znacznie mniejsze możliwości bo­jowe niż klasyczne wojska zme­chanizowane. Ta zmniejszona siła bojowa wyraża się w słabości systemu rozpoznania i słabości systemu raże­nia. Jest to efekt nieukończonych reform i połowicznych rozwiązań strukturalnych oraz wciąż panującego w polskich siłach lądowych du­żego przywiązania do struktur szczebla dywizyjnego, kosztem samodzielności brygad.

Jednak by oddać sprawiedliwość warto zaznaczyć, że ubiegła dekada pozwoliła też dokładnie sprawdzić zakupione wozy, ich ocenę przedstawiono m.in. na naszym portalu oraz – co może wydać się zaskakujące – pozytywnie wpłynęła na sposób patrzenia na technikę przez wojskowych. Całkiem możliwe, że pewnego rodzaju opieszałość pozwoliła nam na uniknięcie błędów.

Ewolucja koncepcji

Inaczej niż powolna ewolucja nie można ocenić ewolucji kształtu programu Rosomak. Z pierwotnego kontraktu, w którym 690 wozów prawie 2/3 miały stanowić uzbrojone transportery piechoty – BWP i TO zostało niewiele założeń. Obecny kontrakt zakłada, że z połowa z 997 ostatecznie planowanych wozów zakontraktowanych będzie w różnych odmianach specjalistycznych. Zrezygnowano z zakupu TO wyposażonych zdalnie sterowane stanowisko strzeleckie z wkm kalibru 12,7 mm lub granatnikiem automatycznym kalibru 40 mm, zrezygnowano z niektórych wersji specjalistycznych, powstały też pomysły na nowe pojazdy specjalistyczne, a w przypadku innych ewolucja dotknęła wymagań taktyczno-technicznych.

Rosomak Hitfist-30P

Możliwości ogniowe Rosomaka wobec celów nieopancerzonych i lekko opancerzonych są wystarczające, niedostateczne są jednak możliwości zwalczania cięższych pojazdów przeciwnika.

Nieustanne zmiany w kształcie zamówienia i w wymaganiach z jednej strony mogą źle świadczyć o przygotowaniu merytorycznym do tego przedsięwzięcia, z drugiej stanowią dowód na aktywność w gremiach decyzyjnych,oraz chęć wykorzystania nowych doświadczeń.

Wynika to prawdopodobnie z faktu, że współczesne modułowe i wielozadaniowe platformy kołowe to novum dla wojskowych, którzy dotąd mieli do czynienia prawie wyłącznie z wyspecjalizowanymi platformami. Warto mieć też na uwadze fakt, że od samego początku postawiono sobie ambitne zadanie, nie tyle przezbrojenia wytypowanych pododdziałów w nowy sprzęt, co stworzenie nowego typu oddziału, a właściwie – w związku z poszerzeniem możliwości działania polskich brygad – związku taktycznego.

Szukając „pomocy” wojskowi „podglądali” innych, a dokładniej Amerykanów, którzy w podobnym czasie formowali swoje Stryker Brigade Combat Team, bazujące na rodzinie kołowych wozów opancerzonych Stryker. Skutkowało to u nas kontrowersyjnymi wymaganiami. Niemniej, by nie paść ofiarą zbytniego uproszczenia warto zaznaczyć, że już na początku programu wojsko chciało mieć pojazdy bardziej uniwersalnie uzbrojone, z możliwością ich wykorzystania w konwencjonalnym konflikcie z przeciwnikiem dysponującym nowoczesnym sprzętem pancernym.

Doktryna

Na początek dwa pytania. Po pierwsze, czym jest brygada ogólnowojskowa bez czołgów? Po drugie, jak wykorzystać dwudziestokilkutonowy transporter, o sile ognia bojowego wozy piechoty, lecz nie przeznaczony do bezpośredniej współpracy z czołgami?

Rosomak z ZSSW-30

Rosomak z makietą bezzałogowego stanowiska wieżowego ZSSW-30, opracowywanego przez konsorcjum Huty Stalowa Wola SA, prezentowany w 2014 r.

W zasadzie nadal trwają ożywione dyskusje inicjowane powyższymi pytaniami. Wojskowi oswajają się z pojęciem sił średnich, jako formacji, której pododdziały dysponują siłą ognia batalionów zmechanizowanych, manewrowością sił lekkich, a przy tym, ze względu na brak czołgów, nie mają przebojowości potrzebnej do wykonania jednej z form natarcia – przełamania. Na polskich poligonach równie często można obejrzeć samodzielne działania pododdziałów wyposażonych w Rosomaki, jak i ich współdziałanie z czołgami – najczęściej Leopardami 2. Jest to właściwa praktyka, bowiem ćwiczenia poligonowe z pewnością mogą pomóc odpowiedzieć na powyższe kluczowe pytania, jednak wiadomo, że wojskowi nie są zainteresowani wzmacnianiem brygad zmotoryzowanych czołgami, ani też zastąpieniem wszystkich gąsienicowych wozów – kołowymi odpowiednikami.

W związku z zmieniającym się potencjałem sił lądowych Wojska Polskiego, należy rozstrzygnąć o wiele więcej wątpliwości, niż te wynikające z tych dwóch pytań. W zasadzie gruntownej rewizji wymaga cała doktryna walki, której zasadniczym elementem jest instrukcja walki brygad zmotoryzowanych: „Wykorzystanie kołowego transportera opancerzonego ROSOMAK w podstawowych rodzajach działań bojowych w zróżnicowanym środowisku pola walki” z 2009 roku. Wymownym odzwierciedleniem obecnej sytuacji jest nazewnictwo brygad wszak częściowo już przezbrojone w Rosomaki jednostki to 12. i 17. Brygady Zmechanizowane, podczas gdy bataliony i kompanie nazywa się zmotoryzowanymi. Przyglądając się realizacji niektórych ćwiczeń taktycznych, nie można odnieść wrażenia, że nadal żywa jest chęć wykorzystania Rosomaków analogicznie jak BWP-1.

Wzmocnienie potencjału

Najczęściej omawianą „palącą potrzebą” pododdziałów zmotoryzowanych jest niedostateczna ilość środków przeciwpancernych. Mimo, że już w pierwszym kontrakcie zakładano wozy z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi (96 pojazdów z 313 zamówionych BWP miało mieć ppk Spike-LR), do dziś Wojska Lądowe nie mają ani jednego Hitfista-30P zintegrowanego z ppk. Obecnie potencjał przeciwpancerny batalionu zmotoryzowanego opiera się na batalionowym plutonie przeciwpancernym i środkach przeciwczołgowych piechoty (dokładniej mocno archaicznych granatnikach RPG-7). Powoduje to, że możliwości zwalczania czołgów przez batalion zmotoryzowany są niższe niż polskich „lekkich” batalionów – np. z 6. Brygady Powietrznodesantowej, w których wyrzutni Spike-LR jest etatowo po 18 sztuk. Amunicja do armaty kalibru 30 mm, w którą są wyposażone Rosomaki ma zdolność przebijania około 100 mm stali RHA z odległości 1000 m, a system kierowania ogniem zapewnia prawdopodobieństwo trafienia celu typu pojazd opancerzony z odległości 1500 m na poziomie co najmniej 0,8 przy prędkości 20 km/h. Pozwala to jedynie na niszczenie BWP i transporterów opancerzonych przeciwnika, nie czołgów.

RK-3 Korsar

Na zdjęciu lekki pocisk rakietowy z wyrzutnią RK-3 Korsar, produkt kijowskiej firmy Łucz – hipotetyczny pierwowzór dla polskiego ppk Pirat.

Mimo wielokrotnych zapowiedzi MON, nic nie zapowiada, aby prędko do integracji tych rakiet z załogowymi wieżami Rosomaka doszło. Być może pomimo zapowiedzi MON nie jest zainteresowany inwestowaniem w wzmocnienie – istnieją ku temu racjonalne przesłanki. Integracja wieży z ppk Spike-LR pociąga za sobą pewne problemy techniczne, wynikające nie tylko z dodatkowego obciążenia napędów (masa Hitfist-30P wzrasta w tym wypadku o około 500 kg), ale też wymagań Inspektoratu Uzbrojenia MON, który chciał m.in. aby wieża z wyrzutnią nie wystawała poza obrys kadłuba Rosomaka, a przy tym nie jest antidotum na inne niedomagania tego systemu wieżowego, z których najpoważniejszym jest brak niezależnego panoramicznego przyrządu obserwacyjnego dowódcy wozu.  Koszt modernizacji wież może być dla napiętego budżetu MON obecnie nieakceptowany, szczególnie, że horyzoncie jest przecież ZSSW-30 – wieża, która ma posiadać wyrzutnie ppk zgodne z wymaganiami IU MON, jak i system kierowania ogniem zbudowany zgodnie z zasadą hunter-killer.

Co więcej z ust przedstawicieli MON i wojska nigdy nie padła jednoznaczna deklaracja, że docelowo wszystkie wozy mają posiadać wyrzutnie z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi.

Oczywiście taka sytuacja, w której wszystkie Rosomaki z armatami Mk44 miałyby rakietowe pociski przeciwpancerne, byłaby najbardziej pożądana. Ale należy mieć świadomość, że jest też bardzo kosztowna. Dla samych wozów z Hitfist-30P potrzeba nabyć ponad 2100 pocisków i to wyłącznie na potrzeby zabezpieczenia jednej jednostki ognia. Na wszystkie planowane BWP potrzeba więcej pocisków niż zakupiono w pierwszym kontrakcie za – bagatela – 1,5 mld zł.

Wyrafinowany technicznie, drogi ppk Spike-LR ma być bronią na „grubego zwierza” – a więc czołgi, które dziś nie są już tak licznym sprzętem nawet w związkach taktycznych Sił Zbrojnych FR. Niemniej powinny być uzupełnione dodatkowymi środkami przeciwpancernymi, które pozwolą na bardziej elastyczne i ekonomiczne budowanie potencjału ogniowego pododdziałów zmotoryzowanych.

I w tym kontekście warto przyjrzeć się omawianemu ostatnio projektowi przeciwpancernych pocisków kierowanych kryptonim „Pirat”. Broń, która w docelowym kształcie i tak nie posiadałaby wielkich możliwości zwalczania czołgów nowej generacji, byłaby jednak doskonałym uzupełnieniem wyrafinowanego i w zasadzie wąsko wyspecjalizowanego Spike-LR. Wszak na polu walki na żołnierzy nie czeka wyłącznie „błoto i czołgi”. Są także inne, bardziej podatne na lżejsze głowice kumulacyjne, cele.

Rosomak 6x6

Prototyp Rosomaka 6×6, wóz ten miał być bazą dla pojazdu rozpoznawczego. Powstał ponad 10 lat temu i mimo, że koncepcja sześciokołowego wozu zwiadowczego została w Polsce zarzucona na korzyść wersji 8×8, jednostki rozpoznawcze nadal nie posiadają nowoczesnych pojazdów rozpoznawczych.

Jeśli założymy, że MON nie chce inwestować dużych środków w licencyjne wieże, wówczas logiczne staje się „przyhamowanie” prac nad dostarczeniem kolejnych pojazdów. MON może czekać na efekty prac konsorcjum Huty Stalowa Wola, opracowujące zdalnie sterowaną wieżę, oznaczoną ZSSW-30. Jeśli bowiem do produkcji wejdzie ZSSW-30, to można liczyć na poszerzenie zamówienia, bowiem obecnie zapowiadana ilość, 122 sztuki, zabezpiecza potrzeby dwóch batalionów zmotoryzowanych. W ogólniej liczbie zamówionych i dostarczonych wież (załogowe Hitfist-30P i bezzałogowe ZSSW-30) nie uwzględniono modułów dla 88 wozów rozpoznawczych Rosomak R-1 i Rosomak R-2, a te jak wiadomo mają dostać duże wieże uzbrojone w armaty kalibru 30 mm. Gdy zsumujemy obie wartości otrzymujemy zamówienie na co najmniej 210 wież. Liczba ta pozwala na przydzielenie każdemu z planowanych ośmiu batalionów zmotoryzowanych – średnio – po 26 wozów z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi. I w taki sposób, minimalizując dodatkowe koszty, w zasadzie do przebudowy 88 już dostarczonych BWP z Hitfist-30P na wersje R-1 i R-2, można wymiernie zwiększyć nasycenie środkami przeciwpancernymi.

Lepsze rozpoznanie – szybsza i skuteczniejsza reakcja mniejszymi siłami

Obecnie w strukturach brygad na Rosomakach funkcjonuje kompania rozpoznawcza. Pododdział ten ma zbyt mały potencjał jak na potrzeby brygady, która musi być gotowa do działania rozproszonymi siłami na dużej przestrzeni, liczonej w setkach kilometrów kwadratowych. W jej strukturze znajdują się trzy plutony rozpoznawcze na transporterach opancerzonych BRDM-2 oraz pluton rozpoznawczy na pojazdach motocyklowych – quadach. Obecnie kompania rozpoznawcza ma możliwość zorganizowania 3-4 patroli rozpoznawczych i 12-15 posterunków rozpoznawczych lub odpowiednią ilość motocyklowych grup rozpoznawczych, albo zespołów motocyklowych. Jest to ilość za mała dla rozpoznania całego obszaru odpowiedzialności brygady, w związku z jego zwiększeniem do nawet kilku tysięcy kilometrów kwadratowych i ogniskowo-przestrzennym charakterem współczesnej walki lądowej.

Rosomak-WSRD

Choć zarówno 12. jak i 17. BZ otrzymały po jednym wozie Rosomak-WSRiD, wyposażonym między innymi w zestaw BŚR FlyEye, to ciężko sobie wyobrazić wykorzystanie systemu w inny sposób niż osłona stanowiska dowodzenia brygady.

Batalion rozpoznawczy na szczeblu brygady dziś staje się standardem – występuje zarówno w strukturze amerykańskich Brygadowych Zespołów Bojowych Stryker (SBCT), jak i brygad brytyjskich, francuskich czy niemieckich. Nawet konserwatywni Rosjanie wzmocnili potencjał rozpoznania brygad strzelców zmotoryzowanych. W związku z tym wydaje się, że należy wzmocnić element rozpoznawczy brygady nawet jeśli obyłoby się to kosztem batalionów manewrowych, np. zmniejszenie batalionów o jedną kompanie manewrową.

W ten sposób można zrealizować dwa cele – zapewnić odpowiednie nasycenie środkami przeciwpancernymi batalionu zmotoryzowanego (więcej modułów ZSSW-30) przy równoczesnym zagospodarowaniu już dostarczonych wież (Hitfist-30P na bojowych wozach rozpoznawczych).

Docelowa struktura brygady zmotoryzowanej – przykład

Batalion dowodzenia – powinien być poddany nieznacznym zmianom. Obecnie pododdziały te czekają na nowe wozy dowodzenia, które zastąpią ZWD-1 i ZWD-3, a te pojawią się dopiero gdy zostanie wdrożony system zarządzania walką (BMS).

Rosomak-R rozpoznawczy MSPO 2012

Demonstrator rozpoznawczego Rosomaka prezentowany w 2012 r. Widoczny radar pola walki na wieży oraz głowica optoelektroniczna na wysuwanym maszcie.

Batalion rozpoznawczy – ten pododdział powinien składać się z: kompanii dowodzenia z plutonem rozpoznania skażeń (4 x Rosomak-RSK); dwóch kompanii rozpoznawczych, w składzie: cztery plutony rozpoznawcze po 4 wozy (1 Rosomak-R1, 3 x Rosomak-R2); kompanii rozpoznawczej, w składzie: dwa plutony rozpoznawcze na pojazdach motocyklowych – quadach, pluton strzelców wyborowych; pododdziału SIGINT (celowo nie precyzujemy wielkość pododdziału jako, że w przypadku takich zadań kluczowe są możliwości techniczne systemów); plutonu bezzałogowych środków rozpoznawczych (BŚR) – tymczasowo zestawy BŚR Fly Eye, docelowo zestawy o większych możliwościach (pluton działałby na rzecz całej brygady, włącznie z dywizjonem artylerii samobieżnej) oraz kompanii wsparcia.

Trzy bataliony zmotoryzowane – zasadnicza siła brygady, dlatego też szczegółowe rozważania na temat batalionu to temat na oddzielny artykuł. Na potrzeby tego materiału przedstawimy jedynie w skrócie strukturę batalionu, w którego składzie znajdować się powinny: kompania dowodzenia, trzy kompanie zmotoryzowane, kompania wsparcia, kompania logistyczna, grupa zabezpieczenia medycznego.

Dywizjon artylerii – obecnie wyposażony w 24 armatohaubice wz. 77 DANA. W przyszłości czechosłowackie działa zastąpić ma opracowywana w Polsce, na bazie rozwiązań izraelskich, haubica samochodowa Kryl, dysponująca większym zasięgiem, oraz możliwością wykorzystania amunicji „inteligentnej”. Należy rozważyć wyposażenie dywizjonu w radar rozpoznania artyleryjskiego RZRA Liwec, który pozwoliłby na lepsze zobrazowanie sytuacji oraz na efektywniejsze zwalczanie artylerii nieprzyjaciela.

Batalion saperów – struktura tego pododdziału wynika ze słabości trakcji kołowej, która wymusza większą aktywność służb inżynieryjnych. Głównym problemem wojsk inżynieryjnych jest jednak przestały sprzęt – bez wymiany generacyjnej ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek reformy tych struktur. Przykładowo, środki przeprawowe będące w dyspozycji batalionu saperów to 9 mostów gąsienicowych BLG-67M, 9 transporterów gąsienicowych PTS-M i 18 łodzi desantowych. Teoretycznie sprzęt ten pozwala na urządzenie 3 przepraw „desantowych” lub 9 przepraw „tymczasowych”. Jest to niewiele jeśli ma się na uwadze przestrzeń na jakiej może przyjść działać brygadzie. Poza tym wspomniane dość przestarzałe pojazdy mają trakcję gąsienicową, co powoduje, że trudno je uznać za wyjątkowo mobilne. Wprawdzie trwa wdrażanie do wojsk inżynieryjnych mostów samochodowych MS-20 Daglezja-S, ale biorąc pod uwagę ilość planowanych do nabycia systemów, można w nie w pełni wyposażyć jedynie dwa z planowanych ośmiu batalionów na Rosomakach.

Park pontonowy PP-64 Wstęga

Patrząc z tej perspektywy wydaje się, że wymóg pływalności Rosomaka jest racjonalny. Zmodyfikowany pułkowy park pontonowy PP-64 Wstęga.

Warto również dodać, że obecnie batalion saperów nie ma możliwości budowy mostów ani przepraw promowych, w tym zakresie musi bazować na wsparciu ze strony pułków inżynieryjnych które dysponują przestarzałym parkami samochodowymi PP-64 Wstęga i pochodnymi.

Wydaje się, że decydentom wojskowym silniej przemawia amfibijność wozów bojowych, niż położenie większego nacisku na modernizację wojsk inżynieryjnych, czego przykładem są wymagania dla bojowego wozu piechoty nowej generacji kryptonim Borsuk, który ma mieć możliwość pływania. Należy zwrócić jednak uwagę na jeden, najczęściej pomijany aspekt pływalności Rosomaka – wymagania bezpiecznego pokonywania przeszkód wodnych pływaniem dla tego wozu bojowego są bardzo wysokie, tj. np. prędkość wiatru musi być mniejsza niż 4 m/s, a fale nie mogą przekraczać 0,1 m. Ponadto nie jest możliwe pływanie Rosomakiem przy temperaturze otoczenia poniżej +1o C. Zatem w wielu przypadkach pokonywanie rzek, czy innych zbiorników wodnych przez pododdział zmotoryzowany będzie niemożliwe, a to niweczy wszelkie zalety Rosomaka jako pojazdu amfibijnego. Warto podkreślić, że pojazdy AMV sił zbrojnych Szwecji, czy Finlandii, państw o surowszym niż Polska klimacie, nie pływają, dysponując przy tym zwiększoną ochroną balistyczną i przeciwminową, np. pojazdy szwedzkie mają wydłużony kadłub (wersja AMV 8x8L) i maksymalną masę 27000 kg.

Most pontonowy M3

A można inaczej. Na zdjęciu wielozadaniowy system przeprawowy M3. 8 takich samobieżnych, kołowych amfibii pozwala na zbudowanie, siłami mniej niż 40 ludzi, w 10 minut, 100-metrowej przeprawy, po której mogą poruszać się nawet czołgi.

Zawirowania wokół wygórowanych wymogów, a dokładniej niemożności ich wypełnienia przez jakikolwiek nośnik, sprawiają, że perspektywa pozyskania Kołowych Transporterów Rozpoznania Inżynieryjnego (KTRI) jest więcej niż mglista. IU MON chce, aby wóz taki był wyjątkowo uniwersalny. Zgodnie z wymogami MON załoga KTRI ma nie tylko wykrywać miny i inne ładunki wybuchowe, ale także określać nośność gruntu i możliwości przepraw wodnych – z uwagi na wspomniane wysokie wymagania dla bezpiecznego pływania wymagane przez Rosomaki – oraz rozpoznawać użycie broni jądrowej i innych środków masowego rażenia, a także prowadzić obserwacje z użyciem umieszczonych na maszcie teleskopowym środków optoelektronicznych.

Warto zauważyć, że nic prócz ambicji resortu obrony, nie stało na przeszkodzie, aby wymagania podzielić między dwa wozy, tak jak ma to miejsce w przypadku wozów spełniających inne funkcje tego samego segmentu pomocy technicznej, czyli wóz pomocy technicznej Rosomak-WPT i wóz rozpoznania technicznego Rosomak-WRT (pojazdy te w założeniu mają się wzajemnie uzupełniać w ramach jednego zadania – zapewnienia wsparcia technicznego), choć przecież można było wymagać wozu równie uniwersalnego – jak wozy gąsienicowe.

Nie należy bagatelizować niedoinwestowania wojsk inżynieryjnych. Niejednokrotnie okazało się, że skuteczność realizacji zadań uzależniona jest od kondycji tego rodzaju wojsk. Sprawne przygotowanie przeprawy, zagrody inżynieryjnej, czy chociażby umocnionych stanowisk ogniowych, jest nie do przecenienia nie tylko przez lekko opancerzone formacje zmotoryzowane. A przy tym jest tutaj duży zasób cennych etatów, które można by „zaoszczędzić”.

Star 266 koparka K-407

Podobnie sytuacja jest ze sprzętem plutonów maszyn ziemnych, który – o ile będzie sprawny – zapewne wykona zadanie, jednak, który powinien zostać wymieniony na bardziej uniwersalne maszyny.

Dywizjon przeciwlotniczy – sytuacja sprzętowa tego pododdziału jest zła. Batalion posiada wprawdzie spełniające wymogi pola walki systemy dowodzenia Łowcza i Rega (docelowo mają być to systemy na Rosomakach, ale w ilości jedynie jeden wóz dowodzenia systemu Łowcza na dywizjon i jeden pojazd dowodzenia systemu Rega na pluton), nie mamy jednak obecnie wymaganych efektorów. Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy PPZR Grom, czy wdrażany obecnie mobilny system Poprad, czyli mobilny Grom, mogą być wyłącznie uzupełnieniem, nie mogą stanowić głównych środków ogniowych pododdziału przeciwlotniczego brygady. Podobnie jest z systemami bazującymi na armatach kalibru 23 mm, czyli zestawach ZUR-23-2 i pojazdach Hibneryt z tymi systemami przeciwlotniczymi.

Wobec zwiększającego się zasięgu ognia środków napadu powietrznego zarysowuje się potrzeba wprowadzenia do brygad przeciwlotniczego zestawu rakietowego o efektywnym zasięgu co najmniej 8-10 km. Ogólna słabość naszych Sił Powietrznych, w połączeniu ze znacznym potencjałem sił potencjalnego przeciwnika, jeśli chodzi o śmigłowce i samoloty szturmowe skłania ku rozbudowie potencjału brygadowego pododdziału przeciwlotniczego.

Jesteśmy natomiast przeciwni przydzieleniu stałego komponentu przeciwlotniczego do poszczególnych batalionów. Specyfika działań obrony przeciwlotniczej wymaga aby możliwie jak najwięcej komponentów było koordynowane przez jeden podmiot – co pozwoli na bardziej efektywne działanie w ramach „parasola” obrony przeciwlotniczej.

Zatem docelowo dywizjon przeciwlotniczy powinien składać się – przykładowo – z jednej (dwóch) baterii przeciwlotniczych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu, dwóch baterii zestawów rakietowych bardzo krótkiego zasięgu oraz baterii artyleryjsko-rakietowej z zestawami artyleryjskimi i przenośnymi zestawami rakietowymi. Oczywiście uzależnione jest to od możliwości pozyskanych systemów oraz dokładnych możliwości baterii i plutonów.

Zakończenie

Przed nami jeszcze wdrożenie do brygad na Rosomakach wielu kluczowych elementów. W zasadzie trudno nawet powiedzieć, by proces przezbrajania 12. i 17. Brygad Zmechanizowanych był półmetku. Warto więc wykorzystać ostatni moment by jeszcze raz poważne przemyśleć założenia programu Rosomak, oraz koncepcje brygad „średnich”, które muszą w przyszłości stanowić jednolity i co ważne dysponujący odpowiednim potencjałem komponent polskich wojsk lądowych.

Copyright © Redakcja Militarium/Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej; GosKB Łucz; Militarium

Wóz wsparcia ogniowego Wilk, czyli o symulacjach i szacowaniu potencjału bojowego

Impulsem do napisana poniższego tekstu była lektura dwóch artykułów: „Wilk wzmocnieniem Rosomaków?” oraz „Wilk w natarciu”. Oba teksty, autorstwa Czesława Dąbrowskiego i Marcina Bielewicza, zostały opublikowanie w czasopiśmie RAPORT-WTO Wojsko, Technika, Obronność – odpowiednio w numerach 5/2014 i 10/2014. Autorzy podjęli w nich próbę zaprezentowania wyników symulacji, których celem była analiza potencjału jednostek zmotoryzowanych wzmocnionych kołowymi wozami wsparcia bezpośredniego.

Wóz Wsparcia Bojowego Wilk to opracowana przez Wojskowe Zakłady Mechaniczne S.A. oraz belgijski koncern CMI Defence odmiana Rosomaka wyposażoną w wieżę CT-CV z wysokociśnieniową armatą Cockerill kalibru 105 mm z samowzmocnioną gwintowaną lufą o długości 51 kalibrów. Działo posiada balistykę zgodną z armatą L7/M68 i strzela amunicją zgodną z NATO STANAG 4458, a także przeciwpancernymi pociskami kierowanymi Falarick-105. Armata może być montowana na relatywnie lekkich platformach, a system kompensacji odrzutu pozwala na prowadzenie ognia w każdej pozycji wieży względem kadłuba, także w ruchu. Amunicja artyleryjska do armaty jest produkowana m.in. przez belgijską firmę Mecar.

Wilk w obronie

W pierwszym artykule „Wilk wzmocnieniem Rosomaków?” zaprezentowano sytuację hipotetycznej obrony batalionu przed zgrupowaniem bojowym przeciwnika, w sile około brygady pancernej, składającym się łącznie z 120 czołgów T-80 i 48 bojowych wozów piechoty BMP-2.

WWO Wilk 105

Rosomak z makietą nowej wieży CMI Defence XC-8 armatą wysokociśnieniową kalibru 105 mm.

W symulacji, dla celów porównawczych wykorzystano cztery hipotetyczne polskie bataliony: batalion zmechanizowany, wyposażony w gąsienicowe bojowe wozy piechoty BWP-1 (BMP-1), batalion zmotoryzowany wyposażony w kołowe bojowe wozy piechoty (KTO) Rosomak oraz dwa hipotetyczne bataliony zmotoryzowane, wzmocnione wozami wsparcia bezpośredniego (WWB) Wilk, w dwóch wariantach – „wariant I”, w którym każda z czterech organicznych kompanii zmotoryzowanych została wzmocniona plutonem (4 wozy) WWB Wilk, liczącym cztery wozy i „wariant II”, w którym zamiast czwartej kompanii piechoty zmotoryzowanej występuje kompania WWB z 16 Wilkami.

Na początek należy przyjrzeć się zestawieniu potencjału bojowego poszczególnych batalionów prezentowanych w analizowanym tekście z RAPORT-WTO. Pomimo zapewnień autorów, że analiza ma na celu ocenę wyłącznie wpływu obecności WWB w jednostkach zmotoryzowanych, nie obyło się bez głębszych zmian w wyposażeniu pododdziałów.

Potencjał bojowy batalionu zmechanizowanego wyposażonego w BWP-1 – według RAPORT-WTO.

Sprzęt

Ilość

Potencjał jednostkowy

Potencjał razem

BWP-1

58

0,8

46,4

Moździerz M-120

6

0,59247031

3,55482185

Moździerz LM-60

16

0,56344401

9,01510411

Ppk Spike

4

0,72085712

2,88342846

Granatnik Mk19

16

0,27892142

4,46274278

Granatnik RPG-7

48

0,51531756

24,7352428

km PKM

48

0,12944571

6,21339422

Łącznie

97,26

Potencjał bojowy batalionu zmechanizowanego wyposażonego w KTO Rosomak – według RAPORT-WTO.

Sprzęt

Ilość

Potencjał jednostkowy

Potencjał razem

KTO Rosomak

58

0,9265596

53,74045889

Moździerz M-120

6

0,59247031

3,55482185

Moździerz LM-60

16

0,56344401

9,01510411

Ppk Spike

4

0,72085712

2,88342846

Granatnik Mk19

16

0,27892142

4,46274278

Granatnik RPG-7

48

0,51531756

24,7352428

km PKM

48

0,12944571

6,21339422

Łącznie

104,25

Potencjał bojowy batalionu zmechanizowanego wyposażonego w WWO WILK (wariant I) – według RAPORT-WTO.

Sprzęt

Ilość

Potencjał jednostkowy

Potencjał razem

KTO Rosomak

58

0,9265596

53,74045889

WWO Wilk

16

1,247894

19,966304

WD KTO

6

0,805396196

4,832377176

Moździerz na KTO

6

0,9727152

5,8362912

Moździerz LM-60

12

0,56344401

6,761328084

Ppk Spike (na pojeździe)

4

1,035396196

4,141584784

Granatnik Mk19

12

0,27892142

3,347057088

Granatnik RPG-7

52

0,51531756

26,79651307

km PKM

52

0,12944571

6,731177076

Łącznie

132,15

Potencjał bojowy batalionu zmechanizowanego wyposażonego w WWO WILK (wariant II) – według RAPORT-WTO.

Sprzęt

Ilość

Potencjał jednostkowy

Potencjał razem

KTO Rosomak

44

0,9265596

40,7686224

WWO Wilk

16

1,247894

19,966304

WD KTO

6

0,805396196

4,832377176

Moździerz na KTO

6

0,9727152

5,8362912

Moździerz LM-60

9

0,56344401

5,070996063

Ppk Spike (na pojeździe)

4

1,035396196

4,141584784

Granatnik Mk19

9

0,27892142

2,510292816

Granatnik RPG-7

40

0,51531756

20,61270236

km PKM

52

0,12944571

6,731177076

Łącznie

108,92

Z powyższych tabel wynika, że bataliony z WWB Wilk posiadały także samobieżne moździerze oraz samobieżne wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych, co poważne wzmocniło ich potencjał bojowy – dokładniej o 3,54 pkt oraz wozy dowodzenia, które dały „ekstra” 4,83 pkt.

Gdyby założono, że bataliony z Wilkami wspierają moździerze holowane i przenośne wyrzutnie ppk Spike-LR, to okazuje się, że batalion w wariancie z trzema kompaniami zmotoryzowanymi i kompanią WWB ma niższy potencjał bojowy niż „zwykły” batalion zmotoryzowany na Rosomakach. Niewyjaśniony jest też wzrost ilości jednostek uzbrojenia piechoty, w tym granatników przeciwpancernych, w przypadku „wariantu I”, w którym przecież kompania miała otrzymać jedynie dodatkowe cztery WWB.

W omawianym artykule, po przedstawieniu potencjału obrońcy, autorzy od razu zaprezentowali wynik starć. Nie przedstawiono uprzednio potencjału nacierającego, zatem nie wiadomo, w jaki sposób obliczono wartości bojowe czołgów T-80 oraz wozów BMP-2 i dokonano zsumowania wartości tego sprzętu.

Nie opisano także samego przebiegu walk obronnych. Oprócz lakonicznego stwierdzenia, że teren starcia i warunki były dla wszystkich scenariuszy jednakowe, nie ujawniono o jakiej porze doby, w jakich warunkach atmosferycznych i terenowych były prowadzone symulacje. Czynniki te jednak, jak wynika m.in. ze wstępnych analiz rzeczywistych starć pojazdów pancernych, np. w ostatnim okresie na Ukrainie, mają znaczący wpływ na efektywność sprzętu.

Niewiele miejsca poświęcono również opisowi przebiegu symulacji – wiadomo tylko, że żadna ze stron nie mogła liczyć na wsparcie artyleryjskie, ani lotnicze. Z opisu symulacji wynika, że obrońca miał za zadanie bronić się do końca, tj. do chwili całkowitej utraty własnych możliwości bojowych. Nie opisano przebiegu natarcia przeciwnika i sposobu jego wyprowadzenia, tj. np. szyku, rozwinięcia, wariantów działań po nawiązaniu kontaktu ogniowego z obrońcą. Należy zauważyć, że w symulacji przeciwnik dysponuje znaczną ilością sprzętu pancernego, która umożliwia mu realizacje wielu opcji działań.

Wyniki symulacji dla wszystkich czterech wariantów autorzy przedstawili w formie tabelarycznej – według RAPORT-WTO.

Zadanie

Siły obrońcy

Straty nacierającego

Symulacja nr 1

58 BWP-1

33 T-80 + 4 BMP-2

Symulacja nr 2

58 KTO Rosomak

20 T-80 + 11 BMP-2

Symulacja nr 3

58 KTO Rosomak + 16 WWO Wilk

66 T-80 + 16 BMP-2

Symulacja nr 4

44 KTO Rosomak + 16 WWO Wilk

58 T-80 + 7 BMP-2

Po przedstawieniu takich wyników nie można mieć wątpliwości – WWB Wilk jest bardzo skuteczną bronią przeciwpancerną. Batalion zmotoryzowany wyposażony w te pojazdy zniszczył dwukrotnie więcej czołgów T-80 niż pododdział wyekwipowany w BWP-1 oraz ponad trzykrotnie więcej niż batalion Rosomaków.

Czołgi T-80

W symulacji założono, że przeciwnik posiada czołgi T-80. Pomimo tego samego oznaczenia możliwości wozów tego typu, są bardzo różne – w szczególności dotyczy to systemu kierowania ogniem i poziomu opancerzenia. Należy postawić tezę, że bazowy T-80 i rozwojowy T-80UD to dwa różne czołgi pod względem celności ognia i poziomu ochrony. Na zdjęciu od lewej: T-80B, T-80UD i T-80B1, widoczne choćby różne typy pancerza reaktywnego.

Oficjalne materiały CMI Defence i Mecar zawierają informacje na temat amunicji dostępnej dla armaty WWO Wilk, z których wynika m.in. 105-mm przeciwpancerny pocisk podkalibrowy APFSDS-T M1060CV osiąga przebijalność do 560 mm stali jednorodnej RHA w odległości 2000 m. Są to jednak osiągi uzyskiwane dla płyty ustawionej pod kątem 60 stopni. Jeśli sprowadzimy tę wartość dla kąta 0 stopni wynik nie będzie tak dobry – nieco ponad 500 mm, jednak nadal można go uznać za dobry, jak na „sto-piątkę”. Faktycznie osiągi te są nieco wyższe niż możliwości niemieckiego pocisku APFSDS-T DM33A1 kalibru 120 mm, stosowanego m.in. w polskich czołgach Leopard 2. Warto jednak pamiętać, że używane w Wojsku Polskim DM33A1 to amunicja, która powstała ponad 30 lat temu. Czas płynie, a z nim następuje rozwój nowych pocisków – obecnie w użyciu znajdują się nowe typy pocisków podkalibrowych (w samym tylko RFN od czasu DM33 opracowano trzy nowe pociski DM43, DM53 i najnowsze DM63) – oraz, co najistotniejsze, nowych typów pancerzy. Z badań przeprowadzonych przez niemieckich specjalistów wynika, że obecna amunicja podkalibrowa kalibru 105 mm nie jest w stanie unieszkodliwić w każdym przypadku czołgu T-72A, czyli eksportowego T-72M1, nie mówiąc o nowszych pojazdach rosyjskich.

W związku z powyższym należy obecnie uznać, że osiągi przestarzałej amunicji kalibru 120 mm, jak i nowoczesnej kalibru 105 mm, nie pozwalają na przebicie pancerzy podstawowych typów czołgów używanych przez naszych potencjalnych przeciwników. Te można skutecznie zwalczać tylko przy pomocy najnowszych modeli APFSDS-T wystrzeliwanych z armat kalibru 120 mm.

Sytuacji nie poprawia proponowany wraz z Wilkiem przeciwpancerny pocisk kierowany Falarick-105. Ta wystrzeliwana z armaty rakieta, opracowana przez ukraiński firmę Łucz na bazie GLATGM R-111 opracowanego z myślą o wozach uzbrojonych w armatę D-10T kalibru 100 mm, w kwestii możliwości zwalczania czołgów prezentuje się nie lepiej niż wspomniana amunicja podkalibrowa. Deklarowana dla Falaricka przebijalność jego głowicy kumulacyjnej, wynosząca 550 mm RHA za osłoną reaktywną, nie daje pełnych możliwości w zwalczaniu najlepiej osłoniętych wozów szczególnie, że pocisk nie ma możliwości ataku od góry (tzw. top-attack) słabiej osłoniętych stref czołgu.

Rakieta osiąga prędkość około 290 m/s i zasięg 5000 m, a naprowadzana półaktywnie (SACLOS) jest w wiązce laserowej. Po pierwsze wymaga to, aby cel był widoczny jeszcze przed jego odpaleniem – nie ma możliwości ataku zza zasłony terenowej, jak choćby w przypadku pocisku Spike-LR – co oczywiście ogranicza praktyczny zasięg Falaricka do typowych odległości determinowanych ukształtowaniem terenu w Polsce. Po drugie nieodzowne jest utrzymanie ciągłego kontaktu z celem przez kilka-kilkanaście sekund, bowiem działonowy musi cały czas utrzymać cel w celowniku systemu kierowania ogniem, a sama wiązka laserowa może być wykryta przez detektory opromieniania laserowego systemów samoosłony pojazdu, jak choćby TSzU-1-1/11 systemu Sztora-1, które są stosowane np. w rosyjskich czołgach podstawowych.

T-80 pancerz wieża

Przekroje wieży czołgów T-80 różnych odmian, widoczne zasadnicze różnice w konstrukcji wewnętrznej pancerza.

Warto także zauważyć, że czołgowe przeciwpancerne pociski rakietowe są rozwijane od ponad 35 lat, szczególnie w Rosji i krajach byłego ZSRR. Mimo kilku okazji i konfliktów, w których walczące strony posiadały wozy z takimi systemami, nie odnotowano wykorzystania bojowego takich rakiet.

Warto także odnieść się do posiadanego przez przeciwnika w symulacjach sprzętu pancernego – wbrew pozorom kwestią o kluczowym znaczeniu jest doprecyzowanie, jakimi czołgami T-80 dysponował nacierający, bowiem amplituda wartości bojowej poszczególnych odmian T-80 produkowanych w różnych okresach, jest znaczna. Gdyby w symulacji siły nacierającego wyposażone były w 120 pojazdów w wersjach T-80B/B1, to wyniki starcia przy uwzględnieniu korzystnych dla obrońcy warunków atmosferycznych lub pory doby, mogłyby wydawać się prawdopodobne. Czołgi tych odmian z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych posiadają, wprowadzony na tym typie w 1978 roku, system kierowania ogniem 1A33 z dalmierzem laserowym 1G21 i nocnym przyrządem celowniczego TPN-3-49-23, którego zasięg obserwacji w trybie aktywnym wynosi około 1300 m, a pasywnym około 850 m oraz pancerz, który w pierwszych wozach był niemalże tożsamy z tym z stosowanych w późnych wariantach T-64 (nota bene SKO z TPN-3-49-23 był także montowane w T-64B/B1, które walczą obecnie na Ukrainie). Natomiast jeśliby nacierały wozy T-80U/UD, to ani zaawansowany system kierowania ogniem Wilka, ani dogodne warunki nie pomogłyby obrońcy. Wozy te wprowadzono w drugiej połowie lat osiemdziesiątych i oprócz zmian w zakresie kierowania ogniem, w postaci systemu 1A45, dysponują zupełnie nowymi rozwiązaniami w zakresie pancerza, który stał się odporny nie tylko na amunicję kalibru 105 mm, ale też i ówczesną amunicje Leopardów 2. Zgodnie z szacunkami oporność rosyjskich wozów przeciwko pociskom APFSDS wynosi około 550 mm stali RHA dla kadłuba i 550-580 mm stali RHA – dla wieży T-80U. Dość powiedzieć, że to właśnie wprowadzenie wozów T-80U wymusiło na NATO intensyfikację prac nad nowymi środkami przeciwpancernymi.

Zgodnie z badaniami poligonowymi amunicja APFSDS M1060 nie ma wystarczającej przebijalności, by móc w każdych warunkach skutecznie porazić dysponującego takimi pojazdami przeciwnika. Z tych względów w najnowszych zachodnich wozach bojowych przeznaczonych do walki z czołgami podstawowymi stosowane są armaty kalibru 120 mm, a rozwój amunicji podkalibrowej dla tych dział trwa z niezmniejszoną intensywnością.

Wilk naciera

Z kolei w tekście „Wilk w natarciu” opisano i przeanalizowano natarcie z marszu batalionowej grupy bojowej oraz opanowanie obiektu terenowego bronionego przez kompanię zmechanizowaną przeciwnika, wyposażoną w 12 gąsienicowych BMP-2.

Dla celów porównawczych wykonano trzy symulacje. W pierwszej brał udział batalion zmotoryzowany wyposażony w KTO Rosomak, w drugiej także batalion zmotoryzowany, w którym dodatkowo każda kompania zmotoryzowana otrzymała pluton Wilków (cztery WWB), w trzeciej symulowano natarcie batalionu zmechanizowanego wyposażonego w gąsienicowe BWP-1.

Tym razem natarcie było wspierane ogniem baterii artylerii samobieżnej, która już na samym początku, w ramach ogniowego przygotowania ataku, skutecznie obezwładniła główne siły oporu, oraz artylerię przeciwnika. Oddziaływanie własnej baterii artylerii było na tyle skuteczne, że w dalszej części opisu nie słowa o użyciu przez przeciwnika artylerii. Po porażeniu sił w głębi ugrupowania, integralna kompania wsparcia wykonała ogień na wysunięte pozycje obrońcy.

Piechota ludowego Wojska Polskiego

W symulacji założono spieszenie piechoty w określonym miejscu i rozwój sytuacji zgodny z założonym z góry scenariuszem – jak w czasach pokazowych ćwiczeń Wojska Polskiego z lat osiemdziesiątych. Dzięki wzorowemu przygotowaniu artyleryjskiemu siły nacierające były w dogodnej sytuacji. Bez zagrożenia ze strony artylerii przeciwnika, nacierający mógł zawczasu spieszyć piechotę, która poruszając się przed wozami wykrywała i niszczyła punkty oporu oraz ubezpieczała wozy przed zagrożeniem ze strony ręcznej broni przeciwpancernej.

Dodatkowo, oprócz klasycznych systemów artyleryjskich w symulacji nr 2 do przygotowania ataku wykorzystano WWB Wilk, których duży kąt podniesienia armaty umożliwia prowadzenie ognia pośredniego. Dowodzenie przygotowaniem artyleryjskim było scentralizowane, a jego przebieg koordynowany przez obserwatorów artyleryjskich – należy zatem założyć, iż wyniki prezentują maksymalny potencjał ogniowy.

We wszystkich trzech symulacjach, dzięki silnemu przygotowaniu artyleryjskiemu siły nacierające były w dogodnej sytuacji. Założono prawdopodobnie, że bez zagrożenia ze strony artylerii przeciwnika, nacierający mógł zawczasu spieszyć piechotę, która poruszając się przed wozami wykrywała punkty oporu, oraz ubezpieczała wozy przed zagrożeniem ze strony ręcznych granatników przeciwpancernych. Straty przeciwnika w wyniku OPA wyniosły w symulacjach nr 1 i 3 – 2 BWP-2 i 4 drużyny, a w symulacji nr 2 – 3 BWP-2 i 6 drużyn.

W tekście zawarto opis samego natarcia, w którym brały za każdym razem trzy kompanie (czwarta pozostawała w odwodzie). Wykonały one spieszenie piechoty na linii ataku, żołnierze w czasie szturmu poruszali się w szyku około 300 m przed pojazdami, natomiast WWB jechały w drugiej linii, za KTO Rosomak.

Zestawienie wyników symulacji zostało opublikowane w formie tabelarycznej, w oparciu o opis wyników symulacji – według RAPORT-WTO.

Siły biorące bezpośredni udział w natarciu

Straty przeciwnika w wyniku OPA

Straty przeciwnika w wyniku ataku

Straty własne

Symulacja Nr 1*

36 KTO Rosomak +36 drużyn

2 BWP-2 + 4 drużyny

6 BWP-2 + 7 drużyn

25 KTO Rosomak + 16 drużyn

Symulacja Nr 2*

36 KTO Rosomak + 36 drużyn + 12 WWB Wilk (+ 4 jako wsparcie pośrednie)

3 BWP-2 + 6 drużyn

9 BWP-2 + 6 drużyn

9 KTO Rosomak + 2 WWB Wilk + 12 drużyn

Symulacja Nr 3*

36 BWP-1 + 36 drużyn

2 BWP-2 + 4 drużyny

10 BWP-2 + 8 drużyn

15 BWP-1 +16 drużyn

*Warto zwrócić uwagę, że straty podane w formie tabel nie zgadzają się ze stratami zamieszczonymi w opisie.

Łączne straty przeciwnika w wyniku natarcia KTO Rosomak wyniosły 8 BWP-2 + 11 drużyn, w przypadku wsparcia WWO Wilk – 12 BWP-2 + 12 drużyn, a w symulacji natarcia BWP-1 – aż 12 BWP-2 + 12 drużyn.

Wnioski wyprowadzone z symulacji są jednoznaczne i dla autorów sprawa jest klarowna – wprowadzenie pododdziału WWB Wilk do struktury batalionu zmotoryzowanego to zasadnicza droga do jego wzmocnienia. Autorzy pokusili się nawet o dość zaskakujące twierdzenie, że inwestycja w WWO Wilk uzbrojone w armatę kalibru 105 mm jest bardziej uzasadniona, niż zakup moździerzy samobieżnych kalibru 120 mm.

Amunicja MECAR 105 mm

Nabój z pociskiem podkalibrowym M1061A3 oraz nabój z pociskiem odłamkowo-burzącym M1010 kalibru 105 mm. Amunicją M1010 WWO Wilk mógłby prowadzić ogień pośredni. Zasadnym pytaniem nie jest, czym Wilk miałby prowadzić ogień pośredni, lecz jak. Wóz musiałby posiadać m.in. system wsparcia dowodzenia artylerii. Ponadto ilość niewielka ilość amunicji w magazynie amunicji – 16 sztuk, a de facto najwyżej połowa tej liczby, ponieważ pozostałe naboje jednostki ognia to bardziej potrzebne kumulacyjne i podkalibrowe – czyni karkołomną tezę o możliwości skutecznego wsparcia artyleryjskiego przez, przykładowo, pluton Wilków. Implementacja odpowiednich systemów i urządzeń jest zapewne technicznie wykonalna. Ale czy opłacalna – czy będzie sens wysyłać do zadań wsparcia bezpośredniego wóz nafaszerowany dodatkowym kosztownym wyposażeniem elektronicznym?

Bardzo interesującym faktem jest faworyzowanie w tekstach struktury z dodatkowym plutonem WWB. W praktyce taka struktura występuje w kompani amerykańskiej piechoty zmotoryzowanej wyposażonej w rodzinę kołowych wozów Stryker – trzy wozy wsparcia ogniowego M1128 uzbrojone w armatę kalibru 105 mm. Amerykańskie wnioski, poparte doświadczeniem bojowym, wykazują jednak potrzebę skupienia rozproszonych wozów w jednym liczniejszym pododdziale.

Silnego podkreślenia wymaga fakt, że siły nacierające w symulacji nr 2 były zdecydowanie liczniejsze niż w pozostałych scenariuszach, a szyki obrońców zostały bardziej przerzedzone. Wskazane w tabeli straty nie są natomiast takie małe – utracono 23% wozów bojowych i 33% sił piechoty. Dla porównania niewzmocniony batalion BWP-1 stracił 42% wozów i 44% piechoty – mając przed sobą jeden BMP-2 i dwie drużyny strzelców zmotoryzowanych więcej.

Jest to jeden z najsłabszych elementów prezentacji, który podważa wiarygodność całej symulacji – zupełnie przestarzałe BWP-1, posiadające niestabilizowane uzbrojenie o relatywnie niewielkim zasięgu, wykonały postawione w analizie zadanie i to ze zdecydowanie mniejszymi stratami niż grupa bojowa wyposażona w nowoczesne KTO Rosomak.

Rosomak i BWP-1

BMP-1 i Rosomak to pojazdy, które dzieli czterdzieści lat rozwoju wozów bojowych.

Przeciwnik, będący co prawda na przygotowanych i dogodnych pozycjach obronnych, nie był jednak wymagający. Pojazd BMP-2 to także przestarzała konstrukcja (produkowany od początku lat osiemdziesiątych, lecz konstrukcyjnie oparty na o dekadę starszym BMP-1), która nie dysponuje silną ochroną pancerną. Amunicja kalibru 30 x 173 mm do armaty ATK Mk 44 Rosomaka przebija kadłub i wieżę BMP-2 na dystansie powyżej 1000 m, a stabilizacja i system kierowania ogniem wieży Hitfist-30P polskiego pojazdu umożliwia prowadzenie ognia w ruchu. Niezrozumiały jest więc wynik starcia tym bardziej, że zarówno BWP-1, jak i Rosomak, mogą zostać unieszkodliwione przez zasadnicze środki ogniowe BMP-2.

Podsumowując, wygląda na to, że cały program pozyskania kołowych transporterów opancerzonych Rosomak okazał się błędem – wedle symulacji przeprowadzonych przez wykładowców WSO WL, jednostki zmotoryzowane wyposażone w Rosomaki mają mniejsze możliwości niż bataliony wyposażone BWP-1. Według danych zawartych w tekstach, „zwycięzcą” okazał się pojazd zaprojektowany ponad 50 lat temu, wedle zimnowojennych sowieckich standardów i z wykorzystaniem ówcześnie dostępnych technologii.

Copyright © Redakcja Militarium/Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej; Militarium