Archiwa tagu: Rosomak

Niedoszła propozycja następcy BRDM-2 (II) – LOTR z Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych

Projekt pojazdu rozpoznawczego opracowany przez Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne S.A., który nie został zaakceptowany do realizacji w konkursie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju nr 2/2013. Projekt „Nowy lekki opancerzony transporter rozpoznawczy LOTR” jest realizowany przez AMZ-Kutno Sp. z o.o.
Copyright © Redakcja Militarium/Fot. WZMot.

Polska koncepcja kołowej brygady średniej z 2001 roku

W 2001 r. w Szefostwie Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych Wojsk Lądowych opracowano koncepcję brygady piechoty zmotoryzowanej (nazywanej „brygadą lekką”), wyposażonej jednolicie w kołowe transportery opancerzone (KTO) w różnych wersjach.  Struktura i wyposażenie brygady były inspirowane rozwiązaniami amerykańskimi wprowadzonymi w US Army w brygadach SBCT (Stryker Brigade Combat Team).

Polska brygada miała być samodzielnym, autonomicznym oddziałem (w praktyce związkiem taktycznym), składającym się z trzech batalionów  bojowych, samodzielnych w możliwościach ogniowych i logistycznych, tj. nie wymagających sił wzmocnienia i wsparcia bojowego. Każdy batalion powinien być zdolny do walki z przeciwnikiem w każdych warunkach terenowych i pogodowych, o każdej porze doby.  Brygada powinna mieć taką organizację, aby móc działać całością sił lub poszczególnymi grupami batalionowymi.

Mobilność brygady powinna być rozumiana dwojako, jako mobilność taktyczna (zdolność do szybkiego przemieszczenia własnymi środkami transportowymi w ramach teatru operacji) i jako mobilność operacyjna (zdolność do szybkiego przerzutu środkami transportowymi na odległy teatr operacji). Wymagano zdolności do natychmiastowego podjęcia działań co najmniej jednym batalionem po wykonaniu przemieszczenia (przerzutu).

Brygada miała składać się z batalionu dowodzenia, trzech batalionów bojowych, dywizjonu artylerii, dywizjonu przeciwlotniczego, kompanii rozpoznawczej, kompanii saperów, kompanii przeciwchemicznej i batalionu logistycznego.

brygada_zmotoryzowana_kto_rosomak_1Struktura brygady „lekkiej” (wariant).

W składzie batalionu dowodzenia miały znaleźć się kompania łączności, kompania regulacji ruchu i kompania zabezpieczenia, w tym zabezpieczenia manewru, wszystkie z elementami wydzielanymi w przypadku samodzielnych działań poszczególnych batalionów.

Batalion brygady lekkiej powinien składać się z kompanii dowodzenia, trzech kompanii bojowych, kompanii wsparcia i kompanii logistycznej. Struktura kompanii piechoty miała być w praktyce powtórzeniem struktury batalionu – drużyna dowodzenia, trzy plutony piechoty i pluton wsparcia. Kompania piechoty miała być pododdziałem zdolnym do działań samodzielnych, autonomicznym pod względem dowodzenia, rozpoznania i prowadzenia ognia na dystansie 2000-3000 m, zdolnym do pokonywania zapór minowych typu lekkiego, w tym powierzchniowych pól minowych. Pluton piechoty, analogicznie jak kompania, powinien być przygotowany do samodzielnych działań i wsparcia ogniem drużyn na dystansie do 1200-1500 m. W skład plutonu powinny wejść trzy drużyny piechoty oraz drużyna wsparcia z moździerzem lub granatnikiem samoczynnym. Drużyna piechoty jako pododdział do wykonywania zadań ogniowo-manewrowych, powinna składać się z dwóch sekcji (ogniowej i manewrowej).

Kompania wsparcia batalionu powinna zapewnić wsparcie ogniowe walczącym kompaniom i powinna składać się z dwóch plutonów moździerzy, plutonu wsparcia i pluton przeciwpancernego.

brygada_zmotoryzowana_kto_rosomak_2

Struktura batalionu brygady (wariant).

Podstawowe wsparcie ogniowe batalionom bojowym powinien zapewniać brygadowy dywizjon artylerii  z trzema autonomicznymi ogniowo bateriami, uzbrojony w lekkie samobieżne haubice polowe. Dywizjon przeciwlotniczy powinien składać się z trzech baterii przeciwlotniczych z mobilnymi zestawami rakietowo-artyleryjskimi.

Kompania rozpoznawcza brygady powinna dysponować trzema lub czterema plutonami z bojowymi wozami rozpoznawczymi wyposażonymi i uzbrojonymi tak, aby mogły podjąć skuteczna walkę z pojazdami opancerzonymi przeciwnika. Trzy lub cztery plutony powinna mieć również kompania saperów z mobilnymi środkami do minowania, a także rozminowania i inżynieryjnego przygotowania terenu. Kompania przeciwchemiczna brygady powinna być zdolna do rozpoznania i likwidacji skażeń przez przeciwnika używającego różnych środków chemicznych i biologicznych.

Batalion logistyczny brygady miał składać się z trzech kompanii – zaopatrzenia, remontowej i medycznej – wyposażonych w odpowiednie środki i sprzęt.

W koncepcji z 2001 r. założono posiadania funkcjonowanie w polskich Wojskach Lądowych trzech samodzielnych brygad tego typu „o potencjale zbliżonym do brygad sojuszników”.

Copyright © Redakcja Militarium/Rys. MON

Polski batalion zmotoryzowany – (r)ewolucja

Druga część analizy na temat kierunku rozwoju brygad zmotoryzowanych, dotyczy głównie batalionu zmotoryzowanego i jego pododdziałów, bowiem docelowa struktura organizacyjna zawsze powinna być spójna na każdym poziomie i uwzględniać rozwiązania zastosowane na innych szczeblach organizacji.

Organizacja batalionu wynika z obecnych struktur i możliwości ich zmiany, poczyniono także kilka założeń, opisanych w artykule o strukturze brygady „średniej”. Są nimi, po pierwsze, zmniejszenie liczby BWP Rosomak z wieżą Hitfist-30P w batalionie do 44 – na korzyść wzmocnienia elementu rozpoznawczego brygady – oraz ograniczenie ilości BWP z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi do wozów z planowanymi zdalnie sterowanymi modułami wieżowymi ZSSW-30.

Drużyna i pluton zmotoryzowany

 

Schemat przedstawia aktualną strukturę plutonu piechoty zmotoryzowanej. Jak widać drużyny, jak i w zasadzie cały pluton, rozczłonkowane są na 2-3 osobowe sekcje – załogi wozów bojowych oraz obsługi broni zespołowych – karabinów maszynowych, granatników przeciwpancernych, moździerza i granatnika automatycznego.

W gruncie rzeczy obecny pluton piechoty zmotoryzowanej niewiele się różni od plutonu zmechanizowanego na BWP-1 z końca lat 80. Jedyne zmiany to trzyosobowa stała załoga Rosomaka zamiast dwuosobowej oraz czwarty wóz, który został zagospodarowany jako pojazd dla obsługi moździerza kalibru 60 mm i granatnika automatycznego kalibru 40 mm, oba wzory broni nie były wówczas używane.

Wydaje się, że równie dobrze można było pozostawić stare 3-wozowe plutony, a z „czwartych” Rosomaków, przewożących sekcje wsparcia, utworzyć pluton wsparcia. Uniknięto by szeregu niedogodności.

Pierwsza z nich to fakt, że obecnie owa drużyna wsparcia jest bardziej „kulą u nogi”, niż faktycznym wzmocnieniem plutonu. Uzbrojona w ciężką broń zespołową, transportowaną przez żołnierzy własnymi siłami (LM-60D o masie 20 kg, granatnik Mk 19 o masie 33 kg – z amunicją jest to odpowiednio ponad 30 kg i ponad 40 kg), jest niezdolna do prowadzenia ognia w ruchu, a więc wsparcia plutonu w działaniach manewrowych. W praktyce może być wykorzystana tylko w obronie, ale to też nie jest najszczęśliwsze wyjście. Przykładem jest cięższy i mniej poręczny od moździerza granatnik automatyczny – drugi moździerz LM-60D w obronie spisałby się lepiej (większy zasięg, 60-mm pocisk o większej sile rażenia, możliwość prowadzenia ognia pośredniego).

Nie wiadomo jaka myśl przyświecała pomysłodawcy wyposażenia plutonu w granatnik automatyczny. Chęć wzmocnienia potencjału ofensywnego? Wydaje się, że wojskowi stworzyli sobie problem, który oficjalnie teraz dopiero ma zostać załatwiony. Kilka lat temu, w 2009 roku, prowadzony był eksperyment mający na celu rozwiązanie problemów strukturalno-organizacyjnych w plutonach motoryzowanych. Co z tego, skoro wyniki doświadczeń nie zostały wykorzystane w praktyce.

Rosomak-M3 Afganistan

Na zdjęciu Rosomak-M3 z obrotnicą OSS-D. Podczas misji w Afganistanie, problem nieporęcznego granatnika rozwiązano, wymieniając BWP na transporter z opancerzoną obrotnicą, która umożliwia montaż wielu wzorów uzbrojenia – karabinów maszynowych UKM/PKM, WKM-B/NSW lub właśnie granatnika Mk 19.

Podobne rozwiązanie proponowano przyjąć na stałe – jeden wóz w plutonie miał być transporterem, a dodatkowa przestrzeń miała być wykorzystana jako przestrzeń ładunkowa. Jeżeli przeciwnik nie dysponuje pododdziałami pancerno-zmechanizowanymi, taki układ ma sens. Ale czy warto naciągać podatnika na wydatek rzędu kilku mln zł, tylko po to by mieć wóz z którego można strzelać z granatnika automatycznego i wozić lekki moździerz?

Czemu służy wywód na temat niefortunnego granatnika? Bo to przykład na jedną z przywar wojska i MON – niemoc decyzyjną. Ktoś wpadł na kuriozalny pomysł, potem wiele sił i czasu poświęca się, by ten problem rozwiązać. Rodzą się dziwne pomysły, podczas gdy można prościej i taniej. Wydaje się, że czasem trzeba się z czegoś wycofać – tak jak z „unikalnego” pomysłu wprowadzenia granatnika Mk19 do plutonu.

Inne rozwiązania organizacyjne są logiczną konsekwencją sprzętu jaki jest używany. Karabin maszynowy UKM-2000P (wz. 2000P) potrzebuje dwuosobowej obsługi, podobnie jak granatnik przeciwpancerny RPG-7. Tutaj bez wymiany sprzętu nie ma co myśleć o jakiś zmianach. A owe zmiany nadchodzą. Jeszcze w tym roku do wytypowanych jednostek trafi partia 5,56-mm karabinków automatycznych MSBS z Fabryki Broni Radom. Docelowo w skład rodziny polskiej broni strzeleckiej tego kalibru wchodzić mają karabinek, karabinek-granatnik, samopowtarzalny karabinek wyborowy, oraz lekki karabinek maszynowy, zasilany z magazynków.

Poza tym Inspektorat Uzbrojenia MON prowadzi dialog techniczny dotyczący jednorazowych granatników przeciwpancernych. W 2015 roku wszczęto analogiczną procedurą dotyczącą samopowtarzalnych karabinów wyborowych kalibru 7,62 mm. Postępowania są na wstępnych etapach, ale jednak takie działania stanowią preludium do zakupów. Wszak polskiemu „tytanowemu” żołnierzowi najbardziej potrzebna jest broń na miarę XXI wieku.

HMMWV z M-98 Afganistan

Na obrotnicy HMMWV można zamontować granatnik automatyczny. A LM-60D nie trzeba ciągnąć za sobą – zmieści się w bagażniku. Na zdjęciu moździerz średni M-98 holowany przez HMMWV.

Nieoficjalnie wiadomo też, że FB Łucznik-Radom może opracować karabinek maszynowym zasilanym z taśmy. Byłoby to kolejne podejście do tematu polskiej lekkiej broni maszynowej drużyny – ponad dekadę temu opracowano kbkm wz. 2003S/D, jednak broń nie wzbudziła zainteresowania. W 2007 roku, na mocy porozumienia z izraelską firmą IWI w ofercie FB pojawił się karabinek maszynowy Negev. Wydaje się jednak pożądane, aby w rękach polskich żołnierzy było jak najwięcej broni krajowej konstrukcji.

Między innymi takie, opisane powyżej, działania mogą doprowadzić do sytuacji, iż niedługo wojsko będzie dysponowało całkiem pokaźnymi możliwościami doboru odpowiedniej broni strzeleckiej, często krajowej produkcji. Pytanie czy decydenci będą potrafili wykorzystać dobrodziejstwo różnorodności – odrywając się od utartych schematów i cudzych założeń? Wszelkie rozwiązania winny być opracowane w ścisłej współpracy zarówno gremiów decyzyjnych, których spojrzenie powinno być szerokie, uwzględniające np. koszty, jak i żołnierzy – praktyków, którzy na poligonach powinni przetestować każdy możliwy wariant. Koncepcje tworzone ”zza biurka” kończą się właśnie jak wspominana drużyny wsparcia, w teorii wszystko działa, w polu – niekoniecznie.

Propozycja zmian

Zastrzegamy, że podstawą wypracowania decyzji odnośnie zmian w strukturze i uzbrojeniu pododdziałów najniższych szczebli w ramach brygady na Rosomakach powinny być wszechstronne testy. Należy jednak pamiętać, że drużyna piechoty to nie tylko żołnierze desantu. To także wozy bojowe, których możliwości można poszerzyć lub nie. Najbardziej oczywistą możliwością jest integracja wozów z ppk, wydatnie zwiększająca możliwości przeciwpancerne.

W pierwszej części artykułu została poczyniona dygresja, na temat możliwości niskonakładowego, wyposażenia każdego z planowanych ośmiu batalionów zmotoryzowanych, w 26 wozów z wieżami bezzałogowymi zintegrowanymi z ppk. Liczba ta umożliwia wyposażenie każdego plutonu w dwa Rosomaki z ZSSW-30, co pozytywnie wpłynie na ogólne możliwości ogniowe plutonu i nie jest bez znaczenia dla ostatecznej struktury piechoty.

6 czy 8 foteli?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta – jak najwięcej. Bowiem im więcej foteli, tym liczniejsza jest drużyna. A truizmem będzie stwierdzenie „większy może więcej”. Jednak podczas działań na misjach, żołnierze narzekali na ciasnotę w Rosomakach. Nowy model foteli antyudarowych oraz dodatkowe, nieprzewidziane wyposażenie sprawiały, że w wozach mieściło się 6, nierzadko 5 żołnierzy desantu. Przyczyną takiego stanu było jednoczesne wykorzystanie pojazdu jako środka transportu, jak i namiastki pojazdu logistycznego. Specyfika zadań „okupacyjnych” na rozległych terenach, o słabo rozwiniętej infrastrukturze, wymagała samodzielnego zabezpieczenia przez patrol nieraz podstawowych środków, jak np. woda. Takimi zadaniami standardowo zajmuje się logistyka, której struktury należy wzmocnić. Z drugiej strony, niezaprzeczalnym faktem jest, że żołnierze mają na sobie coraz więcej wyposażenia, toteż skłaniamy się ku propozycji zmniejszenia liczby foteli do 7. Miejsce po ósmym fotelu zostałoby wykorzystane na wyposażenie drużyny.

Z tych siedmiu foteli korzystałaby 6-osobowa sekcja desantu. Jej skład uzależniony byłby od tego, którym wozem się poruszają.

Drużyna z wozu z wieżą załogową Hitfist-30P dysponowałby lekką wyrzutnią ppk, obsługiwaną przez dwóch żołnierzy. I to by była jedyna broń zespołowa w drużynie. W miejsce obsługi karabinu maszynowego UKM-2000P lub PKM pojawiłoby się dwóch strzelców z kbkm zasilanymi z taśm. Drużynę uzupełniałby dowódca, oraz strzelec wyborowy, wyposażony w samopowtarzalny karabin wyborowy kalibru 7,62 mm.

W przypadku wozu z wieżą bezzałogową drużyna składałaby się z dowódcy, dwóch strzelców, mogących pobierać z wozu jednorazowe granatniki przeciwpancerne, grenadiera, czyli żołnierza wyposażonego w granatnik rewolwerowy (np. polski RGP-40) oraz subkarabinek i dwóch strzelców wyposażonych w karabinki maszynowe. Prócz tego w pojeździe mogłaby znajdować się ponadetatowa broń, np. karabin maszynowy UKM-2000, dysponowana w zależności od potrzeby.

Pozostałe dwa z czterech miejsc zajmowaliby dowódca plutonu i radiooperator, dwa ostatnie fotele byłyby puste – przewidziane na np. przydzielonego ratownika medycznego, obserwatora artyleryjskiego, albo oficera naprowadzania lotnictwa JTAC.

Pluton zmotoryzowany 2

Schemat plutonu dzielącego się na dwa identyczne „półplutony”. Rosomak z ppk i bez pocisków Spike-LR tworzą wzajemnie ubezpieczającą się parę. Dwie sekcie desantu formują dużą, 12-osobową „drużynę”, która byłaby zdolna do wykonywania samodzielnie zadań – nawet w oderwaniu od wozów.

Pozostaje jeszcze kwestia zwierzchności. Część praktyków postuluje aby to dowódca wozu był dowódcą całej drużyny, jako, że posiada lepszą orientacje w sytuacji, gdy desant jest w wozie. Jest to prawda, ale tylko częściowa. Podstawową formą walki jest walka ze spieszoną drużyną, a wówczas, ciężko dowódcy wozu jednocześnie kontrolować poczynania załogi jak i śledzić działania desantu, stąd coraz częściej nie praktykuje się takiego rozwiązania.

Kompania zmotoryzowana – przykład

W skład kompanii wchodziłby, oprócz trzech plutonów piechoty zmotoryzowanej, o omówionej organizacji, czwarty pluton wsparcia oraz drużyna dowodzenia i pluton logistyczny.

Pluton ten składałby się z moździerzy, wszak plutony są ich pozbawione. Jednak zamiast wyposażyć pluton w lekkie moździerze – o ograniczonej sile ognia i relatywnie krótkim zasięgu, można wykorzystać moździerze M-98. W wielu armiach, np. południowokoreańskiej, na szczeblu kompanii występują moździerze kalibru 81 lub 82 mm. Wojsko Polskie obecnie takich moździerzy nie posiada, choć w pierwszej połowie lat 90. Huta Stalowa Wola prezentowała moździerz M-81 tego pierwszego kalibru. Wydaje się jednak nieuzasadniona inwestycja w nowe środki, skoro niedługo do batalionów zawitają Raki, które wyprą tradycyjne holowane moździerze z batalionowych kompanii wsparcia. W przypadku moździerzy M-98 kalibru 98 mm mowa o broni relatywnie młodej, do której wciąż jest kupowana i doskonalona amunicja. Nierozsądnym byłoby porzucenie efektu pracy. Dwa lub trzy takie moździerze mogłyby stanowić wsparcie dla całej kompanii. By móc je efektywnie wykorzystać, a także, by poprawić współpracę między pododdziałami, a brygadowym dywizjonem artylerii samobieżnej, w plutonie znajdowałaby się sekcja wysuniętych obserwatorów artyleryjskich, z wozem rozpoznania artyleryjskiego (WRA) oraz sekcja strzelców wyborowych.

Wspomniany pluton logistyczny powinien posiadać wzmocnioną drużynę logistyczną oraz drużynę ewakuacji z kołowym wozem zabezpieczenia technicznego (KWZT).

Batalion zmotoryzowany – przykład

Batalion zmotoryzowany, po postulowanych zmianach, miałby następującą strukturę:

1. Kompania dowodzenia, w składzie: pluton dowodzenia, pluton rozpoznawczy,  drużyna strzelców, wyborowych, pluton ochrony i regulacji ruchu.

2. Trzy kompanie piechoty zmotoryzowanej.

3. Kompania wsparcia, w składzie: pluton moździerzy samobieżnych (8 SMK-120 RAK), pluton przeciwpancerny (3 x BWP z ZSSW-30, w każdym 2 obsługi przenośnych ppk Spike-LR).

4. Pluton saperów, w składzie: dwie drużyny przeprawowe (1 x most MS-20 Daglezja-S), drużyna minowania (2 x pojazd minowania narzutowego PMN Baobab-K), drużyna maszyn ziemnych (2 x maszyna do robót ziemnych).

5. Kompania logistyczna, w składzie: pluton remontowy, pluton ewakuacyjny, pluton zaopatrzenia,

6. Grupa zabezpieczenia medycznego (4 x Rosomak-WEM).

Wóz wsparcia bezpośredniego?

Dyskusja na temat wyposażenia KTO w system wieżowy z armatą dużego kalibru trwa od dobrych kilku lat. Na polskim rynku szczególnie mocno rozreklamowany jest jeden produkt. O możliwościach proponowanego wozu można dowiedzieć się w artykule dotyczącym możliwości WWO Wilk.

Szwedzkie AMV 8x8 - wersje

Szwedzkie transportery opancerzone AMV – widoczne aranżacje wnętrz pojazdów. Mimo sporych rozmiarów wozów, nawet większych niż Rosomaki, bowiem pojazdy mają kadłuby w wersji wydłużonej AMV 8x8L, widać, że zwiększona ilość wyposażenia ogranicza zasoby wolnego miejsca w transporterach.

Sama idea uzupełnienia potencjału wozami uzbrojonymi w armaty nie jest zła. Należy mieć jednak świadomość, że głównym zadaniem tego pojazdu jest wsparcie Rosomaków w zwalczaniu pojazdów opancerzonych i punktów oporu. W obu tych przypadkach WWO potrzebuje skutecznego oręża. Stąd postuluje się wyposażenie takiego pojazdu w wysokociśnieniowe armaty kalibru 120 mm, z amunicją podkalibrową o wysokiej przebijalności oraz wielozadaniową o relatywnie dużym ładunku wybuchowym. Instalacja takiego uzbrojenia wymagałoby głębokiej przebudowy Rosomaka, a być może nawet budowy dedykowanego nośnika. Czy potencjalna potrzeba określana na kilkadziesiąt wozów jest wystarczającą przesłanką do zakupu takich pojazdów, zapewne znacznie droższych od „klasycznych” Rosomaków?

Zakończenie

Powyższe propozycje wymagają przetestowania. W przypadku drużyn, plutonów i kompanii sytuacja jest dość prosta, gdyż zawczasu można (a nawet trzeba) przećwiczyć różne warianty organizacyjne na pasach taktycznych. Sprawa komplikuje jeśli chodzi o struktury batalionu i wyższe, tutaj trudno o radykalne zmiany. W każdym wypadku wszelkie rozwiązania powinny być wypracowane na drodze współpracy między praktykami, a resortowymi decydentami. Bazą powinny być wyniki eksperymentów, a nie symulacje oparte o sztucznie założone wskaźniki.

Copyright © Redakcja Militarium/Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej/Rys. Militarium

Polska brygada piechoty zmotoryzowanej – (r)ewolucja

Pomimo, że od rozstrzygnięcia przetargu na kołowe transportery opancerzone (KTO), w którym zwyciężył pojazd AMV, minęło już ponad 10 lat, Wojsko Polskie cały czas stoi przed wyzwaniem odpowiedzi na zasadnicze pytania na temat docelowego kształtu przezbrajanych w Rosomaki jednostek oraz ich zadań w ramach wojsk lądowych.

Zmarnowana dekada

Ubiegła dekada była dla wojska czasem wzmożonej aktywności na międzynarodowych misjach, m.in. w Iraku i Afganistanie. W związku z tym, uwaga wojskowych decydentów zwrócona była na bieżących problemach związanych z organizacją i funkcjonowaniem dużych kontyngentów wystawianych przez Wojsko Polskie. Skupiając się na dostarczeniu i dostosowaniu do potrzeb kontyngentów wojskowych jak największej liczby pojazdów, wojskowi postawili często na doraźne rozwiązania, żeby nie powiedzieć improwizacje – czego przykładem są chociażby pojazdy wyposażone w obrotnice OSS, wykorzystywane przez PKW w Afganistanie i Czadzie. Trudności w realizacji bieżących zadań niejako wymusiły przełożenie w czasie wykorzystanie wniosków z prac analitycznych i zdecydowane działania w zakresie rozwoju koncepcji wykorzystania pododdziałów zmotoryzowanych i ich wyposażenia.

Rosomak Hitfist-30P

Rosomak – podstawowy wóz bojowy polskich batalionów zmotoryzowanych. Program wyposażenia jednostek „średnich” w kołowe transportery opancerzone w różnych wersjach trwa już ponad 10 lat.

W ten sposób dziś wojsko dysponuje wyłącznie częścią z planowanych od początku programu wozów, których warianty ograniczają się do bojowego wozu piechoty (BWP) z wieżą Hitfist-30P i wozów ewakuacji medycznej Rosomak-WEM. Do tej grupy można także zaliczyć wozy nauki jazdy Rosomak-NJ. Pozostałe warianty, tj. nieuzbrojone transportery obsług przenośnych wyrzutni ppk Spike-LR, oznaczone Rosomak-S, tzw. „Spajkobusy”, transportery opancerzone (TO) z obrotnicami (w dwóch wariantach) Rosomak-M2 i Rosomak-M3 oraz pojazdy Wielosensorowego Systemu Rozpoznania i Dozorowania Rosomak-WSRiD, są pokłosiem decyzji doraźnych. Powstał również prototyp wozu rozpoznania technicznego Rosomak-WRT i wozu dowodzenia kompanii wsparcia, wyposażonej w samobieżne moździerze SMK-120 Rak, również na podwoziu Rosomaka. Pozostałe transportery specjalistyczne, w tym rozpoznawcze, inżynieryjne, techniczne, dowodzenia szczebla taktycznego, dowodzenia środkami obrony przeciwlotniczej, rozpoznania skażeń, są na różnych etapach prac analityczno-koncepcyjnych i projektowych, co powoduje, że nie powstaną szybko.

Doprowadza to do smutnej konkluzji, że obie przezbrajane w pierwszej kolejności brygady zmechanizowane mają znacznie mniejsze możliwości bo­jowe niż klasyczne wojska zme­chanizowane. Ta zmniejszona siła bojowa wyraża się w słabości systemu rozpoznania i słabości systemu raże­nia. Jest to efekt nieukończonych reform i połowicznych rozwiązań strukturalnych oraz wciąż panującego w polskich siłach lądowych du­żego przywiązania do struktur szczebla dywizyjnego, kosztem samodzielności brygad.

Jednak by oddać sprawiedliwość warto zaznaczyć, że ubiegła dekada pozwoliła też dokładnie sprawdzić zakupione wozy, ich ocenę przedstawiono m.in. na naszym portalu oraz – co może wydać się zaskakujące – pozytywnie wpłynęła na sposób patrzenia na technikę przez wojskowych. Całkiem możliwe, że pewnego rodzaju opieszałość pozwoliła nam na uniknięcie błędów.

Ewolucja koncepcji

Inaczej niż powolna ewolucja nie można ocenić ewolucji kształtu programu Rosomak. Z pierwotnego kontraktu, w którym 690 wozów prawie 2/3 miały stanowić uzbrojone transportery piechoty – BWP i TO zostało niewiele założeń. Obecny kontrakt zakłada, że z połowa z 997 ostatecznie planowanych wozów zakontraktowanych będzie w różnych odmianach specjalistycznych. Zrezygnowano z zakupu TO wyposażonych zdalnie sterowane stanowisko strzeleckie z wkm kalibru 12,7 mm lub granatnikiem automatycznym kalibru 40 mm, zrezygnowano z niektórych wersji specjalistycznych, powstały też pomysły na nowe pojazdy specjalistyczne, a w przypadku innych ewolucja dotknęła wymagań taktyczno-technicznych.

Rosomak Hitfist-30P

Możliwości ogniowe Rosomaka wobec celów nieopancerzonych i lekko opancerzonych są wystarczające, niedostateczne są jednak możliwości zwalczania cięższych pojazdów przeciwnika.

Nieustanne zmiany w kształcie zamówienia i w wymaganiach z jednej strony mogą źle świadczyć o przygotowaniu merytorycznym do tego przedsięwzięcia, z drugiej stanowią dowód na aktywność w gremiach decyzyjnych,oraz chęć wykorzystania nowych doświadczeń.

Wynika to prawdopodobnie z faktu, że współczesne modułowe i wielozadaniowe platformy kołowe to novum dla wojskowych, którzy dotąd mieli do czynienia prawie wyłącznie z wyspecjalizowanymi platformami. Warto mieć też na uwadze fakt, że od samego początku postawiono sobie ambitne zadanie, nie tyle przezbrojenia wytypowanych pododdziałów w nowy sprzęt, co stworzenie nowego typu oddziału, a właściwie – w związku z poszerzeniem możliwości działania polskich brygad – związku taktycznego.

Szukając „pomocy” wojskowi „podglądali” innych, a dokładniej Amerykanów, którzy w podobnym czasie formowali swoje Stryker Brigade Combat Team, bazujące na rodzinie kołowych wozów opancerzonych Stryker. Skutkowało to u nas kontrowersyjnymi wymaganiami. Niemniej, by nie paść ofiarą zbytniego uproszczenia warto zaznaczyć, że już na początku programu wojsko chciało mieć pojazdy bardziej uniwersalnie uzbrojone, z możliwością ich wykorzystania w konwencjonalnym konflikcie z przeciwnikiem dysponującym nowoczesnym sprzętem pancernym.

Doktryna

Na początek dwa pytania. Po pierwsze, czym jest brygada ogólnowojskowa bez czołgów? Po drugie, jak wykorzystać dwudziestokilkutonowy transporter, o sile ognia bojowego wozy piechoty, lecz nie przeznaczony do bezpośredniej współpracy z czołgami?

Rosomak z ZSSW-30

Rosomak z makietą bezzałogowego stanowiska wieżowego ZSSW-30, opracowywanego przez konsorcjum Huty Stalowa Wola SA, prezentowany w 2014 r.

W zasadzie nadal trwają ożywione dyskusje inicjowane powyższymi pytaniami. Wojskowi oswajają się z pojęciem sił średnich, jako formacji, której pododdziały dysponują siłą ognia batalionów zmechanizowanych, manewrowością sił lekkich, a przy tym, ze względu na brak czołgów, nie mają przebojowości potrzebnej do wykonania jednej z form natarcia – przełamania. Na polskich poligonach równie często można obejrzeć samodzielne działania pododdziałów wyposażonych w Rosomaki, jak i ich współdziałanie z czołgami – najczęściej Leopardami 2. Jest to właściwa praktyka, bowiem ćwiczenia poligonowe z pewnością mogą pomóc odpowiedzieć na powyższe kluczowe pytania, jednak wiadomo, że wojskowi nie są zainteresowani wzmacnianiem brygad zmotoryzowanych czołgami, ani też zastąpieniem wszystkich gąsienicowych wozów – kołowymi odpowiednikami.

W związku z zmieniającym się potencjałem sił lądowych Wojska Polskiego, należy rozstrzygnąć o wiele więcej wątpliwości, niż te wynikające z tych dwóch pytań. W zasadzie gruntownej rewizji wymaga cała doktryna walki, której zasadniczym elementem jest instrukcja walki brygad zmotoryzowanych: „Wykorzystanie kołowego transportera opancerzonego ROSOMAK w podstawowych rodzajach działań bojowych w zróżnicowanym środowisku pola walki” z 2009 roku. Wymownym odzwierciedleniem obecnej sytuacji jest nazewnictwo brygad wszak częściowo już przezbrojone w Rosomaki jednostki to 12. i 17. Brygady Zmechanizowane, podczas gdy bataliony i kompanie nazywa się zmotoryzowanymi. Przyglądając się realizacji niektórych ćwiczeń taktycznych, nie można odnieść wrażenia, że nadal żywa jest chęć wykorzystania Rosomaków analogicznie jak BWP-1.

Wzmocnienie potencjału

Najczęściej omawianą „palącą potrzebą” pododdziałów zmotoryzowanych jest niedostateczna ilość środków przeciwpancernych. Mimo, że już w pierwszym kontrakcie zakładano wozy z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi (96 pojazdów z 313 zamówionych BWP miało mieć ppk Spike-LR), do dziś Wojska Lądowe nie mają ani jednego Hitfista-30P zintegrowanego z ppk. Obecnie potencjał przeciwpancerny batalionu zmotoryzowanego opiera się na batalionowym plutonie przeciwpancernym i środkach przeciwczołgowych piechoty (dokładniej mocno archaicznych granatnikach RPG-7). Powoduje to, że możliwości zwalczania czołgów przez batalion zmotoryzowany są niższe niż polskich „lekkich” batalionów – np. z 6. Brygady Powietrznodesantowej, w których wyrzutni Spike-LR jest etatowo po 18 sztuk. Amunicja do armaty kalibru 30 mm, w którą są wyposażone Rosomaki ma zdolność przebijania około 100 mm stali RHA z odległości 1000 m, a system kierowania ogniem zapewnia prawdopodobieństwo trafienia celu typu pojazd opancerzony z odległości 1500 m na poziomie co najmniej 0,8 przy prędkości 20 km/h. Pozwala to jedynie na niszczenie BWP i transporterów opancerzonych przeciwnika, nie czołgów.

RK-3 Korsar

Na zdjęciu lekki pocisk rakietowy z wyrzutnią RK-3 Korsar, produkt kijowskiej firmy Łucz – hipotetyczny pierwowzór dla polskiego ppk Pirat.

Mimo wielokrotnych zapowiedzi MON, nic nie zapowiada, aby prędko do integracji tych rakiet z załogowymi wieżami Rosomaka doszło. Być może pomimo zapowiedzi MON nie jest zainteresowany inwestowaniem w wzmocnienie – istnieją ku temu racjonalne przesłanki. Integracja wieży z ppk Spike-LR pociąga za sobą pewne problemy techniczne, wynikające nie tylko z dodatkowego obciążenia napędów (masa Hitfist-30P wzrasta w tym wypadku o około 500 kg), ale też wymagań Inspektoratu Uzbrojenia MON, który chciał m.in. aby wieża z wyrzutnią nie wystawała poza obrys kadłuba Rosomaka, a przy tym nie jest antidotum na inne niedomagania tego systemu wieżowego, z których najpoważniejszym jest brak niezależnego panoramicznego przyrządu obserwacyjnego dowódcy wozu.  Koszt modernizacji wież może być dla napiętego budżetu MON obecnie nieakceptowany, szczególnie, że horyzoncie jest przecież ZSSW-30 – wieża, która ma posiadać wyrzutnie ppk zgodne z wymaganiami IU MON, jak i system kierowania ogniem zbudowany zgodnie z zasadą hunter-killer.

Co więcej z ust przedstawicieli MON i wojska nigdy nie padła jednoznaczna deklaracja, że docelowo wszystkie wozy mają posiadać wyrzutnie z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi.

Oczywiście taka sytuacja, w której wszystkie Rosomaki z armatami Mk44 miałyby rakietowe pociski przeciwpancerne, byłaby najbardziej pożądana. Ale należy mieć świadomość, że jest też bardzo kosztowna. Dla samych wozów z Hitfist-30P potrzeba nabyć ponad 2100 pocisków i to wyłącznie na potrzeby zabezpieczenia jednej jednostki ognia. Na wszystkie planowane BWP potrzeba więcej pocisków niż zakupiono w pierwszym kontrakcie za – bagatela – 1,5 mld zł.

Wyrafinowany technicznie, drogi ppk Spike-LR ma być bronią na „grubego zwierza” – a więc czołgi, które dziś nie są już tak licznym sprzętem nawet w związkach taktycznych Sił Zbrojnych FR. Niemniej powinny być uzupełnione dodatkowymi środkami przeciwpancernymi, które pozwolą na bardziej elastyczne i ekonomiczne budowanie potencjału ogniowego pododdziałów zmotoryzowanych.

I w tym kontekście warto przyjrzeć się omawianemu ostatnio projektowi przeciwpancernych pocisków kierowanych kryptonim „Pirat”. Broń, która w docelowym kształcie i tak nie posiadałaby wielkich możliwości zwalczania czołgów nowej generacji, byłaby jednak doskonałym uzupełnieniem wyrafinowanego i w zasadzie wąsko wyspecjalizowanego Spike-LR. Wszak na polu walki na żołnierzy nie czeka wyłącznie „błoto i czołgi”. Są także inne, bardziej podatne na lżejsze głowice kumulacyjne, cele.

Rosomak 6x6

Prototyp Rosomaka 6×6, wóz ten miał być bazą dla pojazdu rozpoznawczego. Powstał ponad 10 lat temu i mimo, że koncepcja sześciokołowego wozu zwiadowczego została w Polsce zarzucona na korzyść wersji 8×8, jednostki rozpoznawcze nadal nie posiadają nowoczesnych pojazdów rozpoznawczych.

Jeśli założymy, że MON nie chce inwestować dużych środków w licencyjne wieże, wówczas logiczne staje się „przyhamowanie” prac nad dostarczeniem kolejnych pojazdów. MON może czekać na efekty prac konsorcjum Huty Stalowa Wola, opracowujące zdalnie sterowaną wieżę, oznaczoną ZSSW-30. Jeśli bowiem do produkcji wejdzie ZSSW-30, to można liczyć na poszerzenie zamówienia, bowiem obecnie zapowiadana ilość, 122 sztuki, zabezpiecza potrzeby dwóch batalionów zmotoryzowanych. W ogólniej liczbie zamówionych i dostarczonych wież (załogowe Hitfist-30P i bezzałogowe ZSSW-30) nie uwzględniono modułów dla 88 wozów rozpoznawczych Rosomak R-1 i Rosomak R-2, a te jak wiadomo mają dostać duże wieże uzbrojone w armaty kalibru 30 mm. Gdy zsumujemy obie wartości otrzymujemy zamówienie na co najmniej 210 wież. Liczba ta pozwala na przydzielenie każdemu z planowanych ośmiu batalionów zmotoryzowanych – średnio – po 26 wozów z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi. I w taki sposób, minimalizując dodatkowe koszty, w zasadzie do przebudowy 88 już dostarczonych BWP z Hitfist-30P na wersje R-1 i R-2, można wymiernie zwiększyć nasycenie środkami przeciwpancernymi.

Lepsze rozpoznanie – szybsza i skuteczniejsza reakcja mniejszymi siłami

Obecnie w strukturach brygad na Rosomakach funkcjonuje kompania rozpoznawcza. Pododdział ten ma zbyt mały potencjał jak na potrzeby brygady, która musi być gotowa do działania rozproszonymi siłami na dużej przestrzeni, liczonej w setkach kilometrów kwadratowych. W jej strukturze znajdują się trzy plutony rozpoznawcze na transporterach opancerzonych BRDM-2 oraz pluton rozpoznawczy na pojazdach motocyklowych – quadach. Obecnie kompania rozpoznawcza ma możliwość zorganizowania 3-4 patroli rozpoznawczych i 12-15 posterunków rozpoznawczych lub odpowiednią ilość motocyklowych grup rozpoznawczych, albo zespołów motocyklowych. Jest to ilość za mała dla rozpoznania całego obszaru odpowiedzialności brygady, w związku z jego zwiększeniem do nawet kilku tysięcy kilometrów kwadratowych i ogniskowo-przestrzennym charakterem współczesnej walki lądowej.

Rosomak-WSRD

Choć zarówno 12. jak i 17. BZ otrzymały po jednym wozie Rosomak-WSRiD, wyposażonym między innymi w zestaw BŚR FlyEye, to ciężko sobie wyobrazić wykorzystanie systemu w inny sposób niż osłona stanowiska dowodzenia brygady.

Batalion rozpoznawczy na szczeblu brygady dziś staje się standardem – występuje zarówno w strukturze amerykańskich Brygadowych Zespołów Bojowych Stryker (SBCT), jak i brygad brytyjskich, francuskich czy niemieckich. Nawet konserwatywni Rosjanie wzmocnili potencjał rozpoznania brygad strzelców zmotoryzowanych. W związku z tym wydaje się, że należy wzmocnić element rozpoznawczy brygady nawet jeśli obyłoby się to kosztem batalionów manewrowych, np. zmniejszenie batalionów o jedną kompanie manewrową.

W ten sposób można zrealizować dwa cele – zapewnić odpowiednie nasycenie środkami przeciwpancernymi batalionu zmotoryzowanego (więcej modułów ZSSW-30) przy równoczesnym zagospodarowaniu już dostarczonych wież (Hitfist-30P na bojowych wozach rozpoznawczych).

Docelowa struktura brygady zmotoryzowanej – przykład

Batalion dowodzenia – powinien być poddany nieznacznym zmianom. Obecnie pododdziały te czekają na nowe wozy dowodzenia, które zastąpią ZWD-1 i ZWD-3, a te pojawią się dopiero gdy zostanie wdrożony system zarządzania walką (BMS).

Rosomak-R rozpoznawczy MSPO 2012

Demonstrator rozpoznawczego Rosomaka prezentowany w 2012 r. Widoczny radar pola walki na wieży oraz głowica optoelektroniczna na wysuwanym maszcie.

Batalion rozpoznawczy – ten pododdział powinien składać się z: kompanii dowodzenia z plutonem rozpoznania skażeń (4 x Rosomak-RSK); dwóch kompanii rozpoznawczych, w składzie: cztery plutony rozpoznawcze po 4 wozy (1 Rosomak-R1, 3 x Rosomak-R2); kompanii rozpoznawczej, w składzie: dwa plutony rozpoznawcze na pojazdach motocyklowych – quadach, pluton strzelców wyborowych; pododdziału SIGINT (celowo nie precyzujemy wielkość pododdziału jako, że w przypadku takich zadań kluczowe są możliwości techniczne systemów); plutonu bezzałogowych środków rozpoznawczych (BŚR) – tymczasowo zestawy BŚR Fly Eye, docelowo zestawy o większych możliwościach (pluton działałby na rzecz całej brygady, włącznie z dywizjonem artylerii samobieżnej) oraz kompanii wsparcia.

Trzy bataliony zmotoryzowane – zasadnicza siła brygady, dlatego też szczegółowe rozważania na temat batalionu to temat na oddzielny artykuł. Na potrzeby tego materiału przedstawimy jedynie w skrócie strukturę batalionu, w którego składzie znajdować się powinny: kompania dowodzenia, trzy kompanie zmotoryzowane, kompania wsparcia, kompania logistyczna, grupa zabezpieczenia medycznego.

Dywizjon artylerii – obecnie wyposażony w 24 armatohaubice wz. 77 DANA. W przyszłości czechosłowackie działa zastąpić ma opracowywana w Polsce, na bazie rozwiązań izraelskich, haubica samochodowa Kryl, dysponująca większym zasięgiem, oraz możliwością wykorzystania amunicji „inteligentnej”. Należy rozważyć wyposażenie dywizjonu w radar rozpoznania artyleryjskiego RZRA Liwec, który pozwoliłby na lepsze zobrazowanie sytuacji oraz na efektywniejsze zwalczanie artylerii nieprzyjaciela.

Batalion saperów – struktura tego pododdziału wynika ze słabości trakcji kołowej, która wymusza większą aktywność służb inżynieryjnych. Głównym problemem wojsk inżynieryjnych jest jednak przestały sprzęt – bez wymiany generacyjnej ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek reformy tych struktur. Przykładowo, środki przeprawowe będące w dyspozycji batalionu saperów to 9 mostów gąsienicowych BLG-67M, 9 transporterów gąsienicowych PTS-M i 18 łodzi desantowych. Teoretycznie sprzęt ten pozwala na urządzenie 3 przepraw „desantowych” lub 9 przepraw „tymczasowych”. Jest to niewiele jeśli ma się na uwadze przestrzeń na jakiej może przyjść działać brygadzie. Poza tym wspomniane dość przestarzałe pojazdy mają trakcję gąsienicową, co powoduje, że trudno je uznać za wyjątkowo mobilne. Wprawdzie trwa wdrażanie do wojsk inżynieryjnych mostów samochodowych MS-20 Daglezja-S, ale biorąc pod uwagę ilość planowanych do nabycia systemów, można w nie w pełni wyposażyć jedynie dwa z planowanych ośmiu batalionów na Rosomakach.

Park pontonowy PP-64 Wstęga

Patrząc z tej perspektywy wydaje się, że wymóg pływalności Rosomaka jest racjonalny. Zmodyfikowany pułkowy park pontonowy PP-64 Wstęga.

Warto również dodać, że obecnie batalion saperów nie ma możliwości budowy mostów ani przepraw promowych, w tym zakresie musi bazować na wsparciu ze strony pułków inżynieryjnych które dysponują przestarzałym parkami samochodowymi PP-64 Wstęga i pochodnymi.

Wydaje się, że decydentom wojskowym silniej przemawia amfibijność wozów bojowych, niż położenie większego nacisku na modernizację wojsk inżynieryjnych, czego przykładem są wymagania dla bojowego wozu piechoty nowej generacji kryptonim Borsuk, który ma mieć możliwość pływania. Należy zwrócić jednak uwagę na jeden, najczęściej pomijany aspekt pływalności Rosomaka – wymagania bezpiecznego pokonywania przeszkód wodnych pływaniem dla tego wozu bojowego są bardzo wysokie, tj. np. prędkość wiatru musi być mniejsza niż 4 m/s, a fale nie mogą przekraczać 0,1 m. Ponadto nie jest możliwe pływanie Rosomakiem przy temperaturze otoczenia poniżej +1o C. Zatem w wielu przypadkach pokonywanie rzek, czy innych zbiorników wodnych przez pododdział zmotoryzowany będzie niemożliwe, a to niweczy wszelkie zalety Rosomaka jako pojazdu amfibijnego. Warto podkreślić, że pojazdy AMV sił zbrojnych Szwecji, czy Finlandii, państw o surowszym niż Polska klimacie, nie pływają, dysponując przy tym zwiększoną ochroną balistyczną i przeciwminową, np. pojazdy szwedzkie mają wydłużony kadłub (wersja AMV 8x8L) i maksymalną masę 27000 kg.

Most pontonowy M3

A można inaczej. Na zdjęciu wielozadaniowy system przeprawowy M3. 8 takich samobieżnych, kołowych amfibii pozwala na zbudowanie, siłami mniej niż 40 ludzi, w 10 minut, 100-metrowej przeprawy, po której mogą poruszać się nawet czołgi.

Zawirowania wokół wygórowanych wymogów, a dokładniej niemożności ich wypełnienia przez jakikolwiek nośnik, sprawiają, że perspektywa pozyskania Kołowych Transporterów Rozpoznania Inżynieryjnego (KTRI) jest więcej niż mglista. IU MON chce, aby wóz taki był wyjątkowo uniwersalny. Zgodnie z wymogami MON załoga KTRI ma nie tylko wykrywać miny i inne ładunki wybuchowe, ale także określać nośność gruntu i możliwości przepraw wodnych – z uwagi na wspomniane wysokie wymagania dla bezpiecznego pływania wymagane przez Rosomaki – oraz rozpoznawać użycie broni jądrowej i innych środków masowego rażenia, a także prowadzić obserwacje z użyciem umieszczonych na maszcie teleskopowym środków optoelektronicznych.

Warto zauważyć, że nic prócz ambicji resortu obrony, nie stało na przeszkodzie, aby wymagania podzielić między dwa wozy, tak jak ma to miejsce w przypadku wozów spełniających inne funkcje tego samego segmentu pomocy technicznej, czyli wóz pomocy technicznej Rosomak-WPT i wóz rozpoznania technicznego Rosomak-WRT (pojazdy te w założeniu mają się wzajemnie uzupełniać w ramach jednego zadania – zapewnienia wsparcia technicznego), choć przecież można było wymagać wozu równie uniwersalnego – jak wozy gąsienicowe.

Nie należy bagatelizować niedoinwestowania wojsk inżynieryjnych. Niejednokrotnie okazało się, że skuteczność realizacji zadań uzależniona jest od kondycji tego rodzaju wojsk. Sprawne przygotowanie przeprawy, zagrody inżynieryjnej, czy chociażby umocnionych stanowisk ogniowych, jest nie do przecenienia nie tylko przez lekko opancerzone formacje zmotoryzowane. A przy tym jest tutaj duży zasób cennych etatów, które można by „zaoszczędzić”.

Star 266 koparka K-407

Podobnie sytuacja jest ze sprzętem plutonów maszyn ziemnych, który – o ile będzie sprawny – zapewne wykona zadanie, jednak, który powinien zostać wymieniony na bardziej uniwersalne maszyny.

Dywizjon przeciwlotniczy – sytuacja sprzętowa tego pododdziału jest zła. Batalion posiada wprawdzie spełniające wymogi pola walki systemy dowodzenia Łowcza i Rega (docelowo mają być to systemy na Rosomakach, ale w ilości jedynie jeden wóz dowodzenia systemu Łowcza na dywizjon i jeden pojazd dowodzenia systemu Rega na pluton), nie mamy jednak obecnie wymaganych efektorów. Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy PPZR Grom, czy wdrażany obecnie mobilny system Poprad, czyli mobilny Grom, mogą być wyłącznie uzupełnieniem, nie mogą stanowić głównych środków ogniowych pododdziału przeciwlotniczego brygady. Podobnie jest z systemami bazującymi na armatach kalibru 23 mm, czyli zestawach ZUR-23-2 i pojazdach Hibneryt z tymi systemami przeciwlotniczymi.

Wobec zwiększającego się zasięgu ognia środków napadu powietrznego zarysowuje się potrzeba wprowadzenia do brygad przeciwlotniczego zestawu rakietowego o efektywnym zasięgu co najmniej 8-10 km. Ogólna słabość naszych Sił Powietrznych, w połączeniu ze znacznym potencjałem sił potencjalnego przeciwnika, jeśli chodzi o śmigłowce i samoloty szturmowe skłania ku rozbudowie potencjału brygadowego pododdziału przeciwlotniczego.

Jesteśmy natomiast przeciwni przydzieleniu stałego komponentu przeciwlotniczego do poszczególnych batalionów. Specyfika działań obrony przeciwlotniczej wymaga aby możliwie jak najwięcej komponentów było koordynowane przez jeden podmiot – co pozwoli na bardziej efektywne działanie w ramach „parasola” obrony przeciwlotniczej.

Zatem docelowo dywizjon przeciwlotniczy powinien składać się – przykładowo – z jednej (dwóch) baterii przeciwlotniczych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu, dwóch baterii zestawów rakietowych bardzo krótkiego zasięgu oraz baterii artyleryjsko-rakietowej z zestawami artyleryjskimi i przenośnymi zestawami rakietowymi. Oczywiście uzależnione jest to od możliwości pozyskanych systemów oraz dokładnych możliwości baterii i plutonów.

Zakończenie

Przed nami jeszcze wdrożenie do brygad na Rosomakach wielu kluczowych elementów. W zasadzie trudno nawet powiedzieć, by proces przezbrajania 12. i 17. Brygad Zmechanizowanych był półmetku. Warto więc wykorzystać ostatni moment by jeszcze raz poważne przemyśleć założenia programu Rosomak, oraz koncepcje brygad „średnich”, które muszą w przyszłości stanowić jednolity i co ważne dysponujący odpowiednim potencjałem komponent polskich wojsk lądowych.

Copyright © Redakcja Militarium/Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej; GosKB Łucz; Militarium