Archiwa tagu: CMI

Polski batalion zmotoryzowany – (r)ewolucja

Druga część analizy na temat kierunku rozwoju brygad zmotoryzowanych, dotyczy głównie batalionu zmotoryzowanego i jego pododdziałów, bowiem docelowa struktura organizacyjna zawsze powinna być spójna na każdym poziomie i uwzględniać rozwiązania zastosowane na innych szczeblach organizacji.

Organizacja batalionu wynika z obecnych struktur i możliwości ich zmiany, poczyniono także kilka założeń, opisanych w artykule o strukturze brygady „średniej”. Są nimi, po pierwsze, zmniejszenie liczby BWP Rosomak z wieżą Hitfist-30P w batalionie do 44 – na korzyść wzmocnienia elementu rozpoznawczego brygady – oraz ograniczenie ilości BWP z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi do wozów z planowanymi zdalnie sterowanymi modułami wieżowymi ZSSW-30.

Drużyna i pluton zmotoryzowany

 

Schemat przedstawia aktualną strukturę plutonu piechoty zmotoryzowanej. Jak widać drużyny, jak i w zasadzie cały pluton, rozczłonkowane są na 2-3 osobowe sekcje – załogi wozów bojowych oraz obsługi broni zespołowych – karabinów maszynowych, granatników przeciwpancernych, moździerza i granatnika automatycznego.

W gruncie rzeczy obecny pluton piechoty zmotoryzowanej niewiele się różni od plutonu zmechanizowanego na BWP-1 z końca lat 80. Jedyne zmiany to trzyosobowa stała załoga Rosomaka zamiast dwuosobowej oraz czwarty wóz, który został zagospodarowany jako pojazd dla obsługi moździerza kalibru 60 mm i granatnika automatycznego kalibru 40 mm, oba wzory broni nie były wówczas używane.

Wydaje się, że równie dobrze można było pozostawić stare 3-wozowe plutony, a z „czwartych” Rosomaków, przewożących sekcje wsparcia, utworzyć pluton wsparcia. Uniknięto by szeregu niedogodności.

Pierwsza z nich to fakt, że obecnie owa drużyna wsparcia jest bardziej „kulą u nogi”, niż faktycznym wzmocnieniem plutonu. Uzbrojona w ciężką broń zespołową, transportowaną przez żołnierzy własnymi siłami (LM-60D o masie 20 kg, granatnik Mk 19 o masie 33 kg – z amunicją jest to odpowiednio ponad 30 kg i ponad 40 kg), jest niezdolna do prowadzenia ognia w ruchu, a więc wsparcia plutonu w działaniach manewrowych. W praktyce może być wykorzystana tylko w obronie, ale to też nie jest najszczęśliwsze wyjście. Przykładem jest cięższy i mniej poręczny od moździerza granatnik automatyczny – drugi moździerz LM-60D w obronie spisałby się lepiej (większy zasięg, 60-mm pocisk o większej sile rażenia, możliwość prowadzenia ognia pośredniego).

Nie wiadomo jaka myśl przyświecała pomysłodawcy wyposażenia plutonu w granatnik automatyczny. Chęć wzmocnienia potencjału ofensywnego? Wydaje się, że wojskowi stworzyli sobie problem, który oficjalnie teraz dopiero ma zostać załatwiony. Kilka lat temu, w 2009 roku, prowadzony był eksperyment mający na celu rozwiązanie problemów strukturalno-organizacyjnych w plutonach motoryzowanych. Co z tego, skoro wyniki doświadczeń nie zostały wykorzystane w praktyce.

Rosomak-M3 Afganistan

Na zdjęciu Rosomak-M3 z obrotnicą OSS-D. Podczas misji w Afganistanie, problem nieporęcznego granatnika rozwiązano, wymieniając BWP na transporter z opancerzoną obrotnicą, która umożliwia montaż wielu wzorów uzbrojenia – karabinów maszynowych UKM/PKM, WKM-B/NSW lub właśnie granatnika Mk 19.

Podobne rozwiązanie proponowano przyjąć na stałe – jeden wóz w plutonie miał być transporterem, a dodatkowa przestrzeń miała być wykorzystana jako przestrzeń ładunkowa. Jeżeli przeciwnik nie dysponuje pododdziałami pancerno-zmechanizowanymi, taki układ ma sens. Ale czy warto naciągać podatnika na wydatek rzędu kilku mln zł, tylko po to by mieć wóz z którego można strzelać z granatnika automatycznego i wozić lekki moździerz?

Czemu służy wywód na temat niefortunnego granatnika? Bo to przykład na jedną z przywar wojska i MON – niemoc decyzyjną. Ktoś wpadł na kuriozalny pomysł, potem wiele sił i czasu poświęca się, by ten problem rozwiązać. Rodzą się dziwne pomysły, podczas gdy można prościej i taniej. Wydaje się, że czasem trzeba się z czegoś wycofać – tak jak z „unikalnego” pomysłu wprowadzenia granatnika Mk19 do plutonu.

Inne rozwiązania organizacyjne są logiczną konsekwencją sprzętu jaki jest używany. Karabin maszynowy UKM-2000P (wz. 2000P) potrzebuje dwuosobowej obsługi, podobnie jak granatnik przeciwpancerny RPG-7. Tutaj bez wymiany sprzętu nie ma co myśleć o jakiś zmianach. A owe zmiany nadchodzą. Jeszcze w tym roku do wytypowanych jednostek trafi partia 5,56-mm karabinków automatycznych MSBS z Fabryki Broni Radom. Docelowo w skład rodziny polskiej broni strzeleckiej tego kalibru wchodzić mają karabinek, karabinek-granatnik, samopowtarzalny karabinek wyborowy, oraz lekki karabinek maszynowy, zasilany z magazynków.

Poza tym Inspektorat Uzbrojenia MON prowadzi dialog techniczny dotyczący jednorazowych granatników przeciwpancernych. W 2015 roku wszczęto analogiczną procedurą dotyczącą samopowtarzalnych karabinów wyborowych kalibru 7,62 mm. Postępowania są na wstępnych etapach, ale jednak takie działania stanowią preludium do zakupów. Wszak polskiemu „tytanowemu” żołnierzowi najbardziej potrzebna jest broń na miarę XXI wieku.

HMMWV z M-98 Afganistan

Na obrotnicy HMMWV można zamontować granatnik automatyczny. A LM-60D nie trzeba ciągnąć za sobą – zmieści się w bagażniku. Na zdjęciu moździerz średni M-98 holowany przez HMMWV.

Nieoficjalnie wiadomo też, że FB Łucznik-Radom może opracować karabinek maszynowym zasilanym z taśmy. Byłoby to kolejne podejście do tematu polskiej lekkiej broni maszynowej drużyny – ponad dekadę temu opracowano kbkm wz. 2003S/D, jednak broń nie wzbudziła zainteresowania. W 2007 roku, na mocy porozumienia z izraelską firmą IWI w ofercie FB pojawił się karabinek maszynowy Negev. Wydaje się jednak pożądane, aby w rękach polskich żołnierzy było jak najwięcej broni krajowej konstrukcji.

Między innymi takie, opisane powyżej, działania mogą doprowadzić do sytuacji, iż niedługo wojsko będzie dysponowało całkiem pokaźnymi możliwościami doboru odpowiedniej broni strzeleckiej, często krajowej produkcji. Pytanie czy decydenci będą potrafili wykorzystać dobrodziejstwo różnorodności – odrywając się od utartych schematów i cudzych założeń? Wszelkie rozwiązania winny być opracowane w ścisłej współpracy zarówno gremiów decyzyjnych, których spojrzenie powinno być szerokie, uwzględniające np. koszty, jak i żołnierzy – praktyków, którzy na poligonach powinni przetestować każdy możliwy wariant. Koncepcje tworzone ”zza biurka” kończą się właśnie jak wspominana drużyny wsparcia, w teorii wszystko działa, w polu – niekoniecznie.

Propozycja zmian

Zastrzegamy, że podstawą wypracowania decyzji odnośnie zmian w strukturze i uzbrojeniu pododdziałów najniższych szczebli w ramach brygady na Rosomakach powinny być wszechstronne testy. Należy jednak pamiętać, że drużyna piechoty to nie tylko żołnierze desantu. To także wozy bojowe, których możliwości można poszerzyć lub nie. Najbardziej oczywistą możliwością jest integracja wozów z ppk, wydatnie zwiększająca możliwości przeciwpancerne.

W pierwszej części artykułu została poczyniona dygresja, na temat możliwości niskonakładowego, wyposażenia każdego z planowanych ośmiu batalionów zmotoryzowanych, w 26 wozów z wieżami bezzałogowymi zintegrowanymi z ppk. Liczba ta umożliwia wyposażenie każdego plutonu w dwa Rosomaki z ZSSW-30, co pozytywnie wpłynie na ogólne możliwości ogniowe plutonu i nie jest bez znaczenia dla ostatecznej struktury piechoty.

6 czy 8 foteli?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta – jak najwięcej. Bowiem im więcej foteli, tym liczniejsza jest drużyna. A truizmem będzie stwierdzenie „większy może więcej”. Jednak podczas działań na misjach, żołnierze narzekali na ciasnotę w Rosomakach. Nowy model foteli antyudarowych oraz dodatkowe, nieprzewidziane wyposażenie sprawiały, że w wozach mieściło się 6, nierzadko 5 żołnierzy desantu. Przyczyną takiego stanu było jednoczesne wykorzystanie pojazdu jako środka transportu, jak i namiastki pojazdu logistycznego. Specyfika zadań „okupacyjnych” na rozległych terenach, o słabo rozwiniętej infrastrukturze, wymagała samodzielnego zabezpieczenia przez patrol nieraz podstawowych środków, jak np. woda. Takimi zadaniami standardowo zajmuje się logistyka, której struktury należy wzmocnić. Z drugiej strony, niezaprzeczalnym faktem jest, że żołnierze mają na sobie coraz więcej wyposażenia, toteż skłaniamy się ku propozycji zmniejszenia liczby foteli do 7. Miejsce po ósmym fotelu zostałoby wykorzystane na wyposażenie drużyny.

Z tych siedmiu foteli korzystałaby 6-osobowa sekcja desantu. Jej skład uzależniony byłby od tego, którym wozem się poruszają.

Drużyna z wozu z wieżą załogową Hitfist-30P dysponowałby lekką wyrzutnią ppk, obsługiwaną przez dwóch żołnierzy. I to by była jedyna broń zespołowa w drużynie. W miejsce obsługi karabinu maszynowego UKM-2000P lub PKM pojawiłoby się dwóch strzelców z kbkm zasilanymi z taśm. Drużynę uzupełniałby dowódca, oraz strzelec wyborowy, wyposażony w samopowtarzalny karabin wyborowy kalibru 7,62 mm.

W przypadku wozu z wieżą bezzałogową drużyna składałaby się z dowódcy, dwóch strzelców, mogących pobierać z wozu jednorazowe granatniki przeciwpancerne, grenadiera, czyli żołnierza wyposażonego w granatnik rewolwerowy (np. polski RGP-40) oraz subkarabinek i dwóch strzelców wyposażonych w karabinki maszynowe. Prócz tego w pojeździe mogłaby znajdować się ponadetatowa broń, np. karabin maszynowy UKM-2000, dysponowana w zależności od potrzeby.

Pozostałe dwa z czterech miejsc zajmowaliby dowódca plutonu i radiooperator, dwa ostatnie fotele byłyby puste – przewidziane na np. przydzielonego ratownika medycznego, obserwatora artyleryjskiego, albo oficera naprowadzania lotnictwa JTAC.

Pluton zmotoryzowany 2

Schemat plutonu dzielącego się na dwa identyczne „półplutony”. Rosomak z ppk i bez pocisków Spike-LR tworzą wzajemnie ubezpieczającą się parę. Dwie sekcie desantu formują dużą, 12-osobową „drużynę”, która byłaby zdolna do wykonywania samodzielnie zadań – nawet w oderwaniu od wozów.

Pozostaje jeszcze kwestia zwierzchności. Część praktyków postuluje aby to dowódca wozu był dowódcą całej drużyny, jako, że posiada lepszą orientacje w sytuacji, gdy desant jest w wozie. Jest to prawda, ale tylko częściowa. Podstawową formą walki jest walka ze spieszoną drużyną, a wówczas, ciężko dowódcy wozu jednocześnie kontrolować poczynania załogi jak i śledzić działania desantu, stąd coraz częściej nie praktykuje się takiego rozwiązania.

Kompania zmotoryzowana – przykład

W skład kompanii wchodziłby, oprócz trzech plutonów piechoty zmotoryzowanej, o omówionej organizacji, czwarty pluton wsparcia oraz drużyna dowodzenia i pluton logistyczny.

Pluton ten składałby się z moździerzy, wszak plutony są ich pozbawione. Jednak zamiast wyposażyć pluton w lekkie moździerze – o ograniczonej sile ognia i relatywnie krótkim zasięgu, można wykorzystać moździerze M-98. W wielu armiach, np. południowokoreańskiej, na szczeblu kompanii występują moździerze kalibru 81 lub 82 mm. Wojsko Polskie obecnie takich moździerzy nie posiada, choć w pierwszej połowie lat 90. Huta Stalowa Wola prezentowała moździerz M-81 tego pierwszego kalibru. Wydaje się jednak nieuzasadniona inwestycja w nowe środki, skoro niedługo do batalionów zawitają Raki, które wyprą tradycyjne holowane moździerze z batalionowych kompanii wsparcia. W przypadku moździerzy M-98 kalibru 98 mm mowa o broni relatywnie młodej, do której wciąż jest kupowana i doskonalona amunicja. Nierozsądnym byłoby porzucenie efektu pracy. Dwa lub trzy takie moździerze mogłyby stanowić wsparcie dla całej kompanii. By móc je efektywnie wykorzystać, a także, by poprawić współpracę między pododdziałami, a brygadowym dywizjonem artylerii samobieżnej, w plutonie znajdowałaby się sekcja wysuniętych obserwatorów artyleryjskich, z wozem rozpoznania artyleryjskiego (WRA) oraz sekcja strzelców wyborowych.

Wspomniany pluton logistyczny powinien posiadać wzmocnioną drużynę logistyczną oraz drużynę ewakuacji z kołowym wozem zabezpieczenia technicznego (KWZT).

Batalion zmotoryzowany – przykład

Batalion zmotoryzowany, po postulowanych zmianach, miałby następującą strukturę:

1. Kompania dowodzenia, w składzie: pluton dowodzenia, pluton rozpoznawczy,  drużyna strzelców, wyborowych, pluton ochrony i regulacji ruchu.

2. Trzy kompanie piechoty zmotoryzowanej.

3. Kompania wsparcia, w składzie: pluton moździerzy samobieżnych (8 SMK-120 RAK), pluton przeciwpancerny (3 x BWP z ZSSW-30, w każdym 2 obsługi przenośnych ppk Spike-LR).

4. Pluton saperów, w składzie: dwie drużyny przeprawowe (1 x most MS-20 Daglezja-S), drużyna minowania (2 x pojazd minowania narzutowego PMN Baobab-K), drużyna maszyn ziemnych (2 x maszyna do robót ziemnych).

5. Kompania logistyczna, w składzie: pluton remontowy, pluton ewakuacyjny, pluton zaopatrzenia,

6. Grupa zabezpieczenia medycznego (4 x Rosomak-WEM).

Wóz wsparcia bezpośredniego?

Dyskusja na temat wyposażenia KTO w system wieżowy z armatą dużego kalibru trwa od dobrych kilku lat. Na polskim rynku szczególnie mocno rozreklamowany jest jeden produkt. O możliwościach proponowanego wozu można dowiedzieć się w artykule dotyczącym możliwości WWO Wilk.

Szwedzkie AMV 8x8 - wersje

Szwedzkie transportery opancerzone AMV – widoczne aranżacje wnętrz pojazdów. Mimo sporych rozmiarów wozów, nawet większych niż Rosomaki, bowiem pojazdy mają kadłuby w wersji wydłużonej AMV 8x8L, widać, że zwiększona ilość wyposażenia ogranicza zasoby wolnego miejsca w transporterach.

Sama idea uzupełnienia potencjału wozami uzbrojonymi w armaty nie jest zła. Należy mieć jednak świadomość, że głównym zadaniem tego pojazdu jest wsparcie Rosomaków w zwalczaniu pojazdów opancerzonych i punktów oporu. W obu tych przypadkach WWO potrzebuje skutecznego oręża. Stąd postuluje się wyposażenie takiego pojazdu w wysokociśnieniowe armaty kalibru 120 mm, z amunicją podkalibrową o wysokiej przebijalności oraz wielozadaniową o relatywnie dużym ładunku wybuchowym. Instalacja takiego uzbrojenia wymagałoby głębokiej przebudowy Rosomaka, a być może nawet budowy dedykowanego nośnika. Czy potencjalna potrzeba określana na kilkadziesiąt wozów jest wystarczającą przesłanką do zakupu takich pojazdów, zapewne znacznie droższych od „klasycznych” Rosomaków?

Zakończenie

Powyższe propozycje wymagają przetestowania. W przypadku drużyn, plutonów i kompanii sytuacja jest dość prosta, gdyż zawczasu można (a nawet trzeba) przećwiczyć różne warianty organizacyjne na pasach taktycznych. Sprawa komplikuje jeśli chodzi o struktury batalionu i wyższe, tutaj trudno o radykalne zmiany. W każdym wypadku wszelkie rozwiązania powinny być wypracowane na drodze współpracy między praktykami, a resortowymi decydentami. Bazą powinny być wyniki eksperymentów, a nie symulacje oparte o sztucznie założone wskaźniki.

Copyright © Redakcja Militarium/Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej/Rys. Militarium